Trzaskowski i jego marzenie o ubogiej Polsce

Felieton [Okoniem]

Trzaskowski wraz ze swym zapleczem politycznym starają się wmówić opinii publicznej, że inwestowanie i rozwój są nieopłacalne, a prawdziwe kokosy państwo – czyli my wszyscy – może zbić na unijnych funduszach. Za tę wręcz rewolucyjną teorię ekonomiczną być może ktoś zechce nominować prezydenta Warszawy do nagrody Nobla, ale mówiąc zupełnie poważnie: albo Trzaskowski nie ma bladego pojęcia o gospodarce, albo jest tak usłużny wobec zagranicznych przeciwników rozwoju infrastrukturalnego Polski, iż jest gotów wmawiać Polakom największe bzdury, byle tylko uzyskać wsparcie kształtowanych przez nich ośrodków medialnych. Sprawa wygląda tak: jeśli chcemy przejść na poziom rozwoju pozwalającego nam osiągnąć zamożność państw zachodnich, musimy rozbudować i zmodernizować sieć infrastrukturalną naszego kraju. Musimy mieć drogi, gęstą sieć połączeń kolejowych, lotnisko mogące obsłużyć duży ruch transportowy nakierowany na nasz region, a także kolejny port morski dedykowany wschodowi
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze