WASP odchodzą, czyli zmiana w Stanach Zjednoczonych

Trudno nie dostrzec, że taka sytuacja jest przełomem. Jeszcze 30 lat temu wybór mormona na prezydenta w ogóle nie wchodziłby w grę, a ktoś mający problem z udowodnieniem, że nie jest muzułmaninem, tylko protestantem, w ogóle nie byłby brany pod uwagę w wyścigu prezydenckim. Katolik, choć od czasów JFK stał się wybieralny, też nie miałby – szczególnie w Partii Republikańskiej – łatwo. Teraz sytuacja diametralnie się zmieniła. Niechrześcijanie wchodzą w amerykańską politykę, a katolicy stają się w istocie języczkiem u wagi w kolejnych wyborach. Wiele wskazuje zresztą na to, że mają oni tego pełną świadomość. Kilkanaście dni temu kard. Timothy Dolan podkreślił, że błogosławi kandydatowi republikanów, i jasno dał do zrozumienia, kogo powinien popierać amerykański katolik. To zresztą również jest obserwowalna od jakiegoś czasu zmiana. Jeszcze w latach 60. i 70. to demokraci byli partią katolików. Jednak wraz z przesuwaniem się tej partii w kierunku proaborcyjnym następował powolny odpływ
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze