Kandydat liberalnych hejterów

Sympatyczna, gadająca od rzeczy ciocia została zastąpiona pitbullem. Takie można odnieść wrażenie, słuchając zachwyconych polityków Platformy, zachwalających swojego nowego kandydata, Rafała Trzaskowskiego.

Faktycznie, można odnieść wrażenie, że kampania PO nabrała znowu wiatru w żagle. Tylko pytanie, czym jest ten powiew. Okazuje się – czego zresztą po Platformie Obywatelskiej można było się spodziewać – że jest on po prostu czystym hejtem. Trzaskowski rzeczywiście „ruszył z buta” i zaczął przekraczać kolejne granice, robiąc rzeczy, za które w każdym państwie zachodnim dawno musiałby zniknąć z polityki. Idealnym przykładem jest grożenie zwolnieniem z pracy dziennikarzom, którzy ośmielili się zadać mu niewygodne pytania. Oczywiście te pokrzykiwania, pasujące idealnie do realiów Białorusi, zostały przyjęte z zachwytem przez całość środowisk, które na sztandarach dziś niosą „walkę o wolność mediów”, co tylko kolejny raz pokazuje, że przez wolność mediów rozumieją oni standardy putinowskie. Z punktu widzenia czystej praktyki politycznej ten „ostry start” Trzaskowskiego jest konieczny, bo dziś jego głównym zadaniem jest odebranie głosów Hołowni. Ale sytuacja ta pokazuje jednocześnie największą słabość PO, która po prostu immanentnie nie jest w stanie zaproponować Polakom niczego poza nienawiścią. Która, w reakcji na tak spektakularną klęskę swojej kandydatki, zamiast jakkolwiek zastanowić się sama nad sobą – zdecydowała się pójść w taktykę: jeszcze ostrzej, jeszcze głośniej. Niestety, to co trawi Platformę Obywatelską, jest tak naprawdę częścią szerszego zjawiska, które dziś kształtuje całość debaty publicznej w UE.

Ziemia jałowa
Unijny dyskurs liberalny okazał się ziemią jałową. Zniknęły wielkie projekty i wizje, plany zreorganizowania na nowo politycznej rzeczywistości, które, z konieczności, miały także potencjał wspólnotowy. Może nawet utopijne, potencjalnie przełomowe zamierzenia, w które miał być...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: