Zamienił stryjek…

Felieton [Myśli nienowe]

Nigdy nie mów nigdy – ta zasada od zawsze sprawdza się w polityce. O tym zdaje się zapomnieli stratedzy PO zarzekający się, że Kidawa-Błońska „była, jest i będzie” ich kandydatką w wyborach prezydenckich. Obecnie wiemy, że z trzech czasów użytych w cytowanym sformułowaniu aktualny jest tylko przeszły – Kidawa-Błońska była kandydatką własnej partii. Na jej miejsce do boju wystawiono Rafała Trzaskowskiego. Tu jednak trzeba od razu postawić pytanie: „Do boju o co?”.  W trakcie nieudolnego rozgrywania politycznych gierek w czasie pandemii z jednej strony, a kampanii prezydenckiej z drugiej – Platforma oberwała mocno. Spadek poparcia do poziomu kilku procent to katastrofa. Nie chodzi tu jedynie o walkę z Andrzejem Dudą, lecz raczej o utratę „przewodniej roli” w obozie opozycyjnym. To, że Szymon Hołownia zyskał w sondażach, wynika m.in. ze słabości innych kandydatów „anty-PiS-u” oraz z tego, że Hołownia sprawnie „ogarnia internety”, zresztą właściwie jako jedyny polityk w
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze