Lincz za walkę z epidemią, pochwały dla podejrzewanego o łapownictwo

Felieton [Okoniem]

Kilka tygodni temu wszystkie media w Polsce cytowały wypowiedź ministra zdrowia o tym, iż państwa wydzierają sobie sprzęt ochronny, bo zaskoczone skalą epidemii, korzystają z każdej okazji, by zdobyć maski, kombinezony czy rękawice. Dochodziło nawet do zajmowania transportów – głośno było choćby o sporze Niemców i Włochów. Co w tym czasie robiło polskie Ministerstwo Zdrowia? Dokładnie to samo, bo priorytetem było zabezpieczenie służby zdrowia, a przez to nas wszystkich w odpowiednią ochronę. W takiej sytuacji ryzyko zakupu produktów o niższej jakości jest po prostu wkalkulowane w cenę. I zrozumie to nawet ktoś, kto prowadzi niewielki biznes. Gdy klienci są pod silną presją, ceny idą w górę, a na żer ruszają nieuczciwi sprzedawcy.  Ministerstwo Zdrowia mogło oczywiście uniknąć wpadki – mogło długo prowadzić negocjacje, sprawdzać, wybrzydzać, przebierać w ofertach jak w ulęgałkach. Ale konsekwencją takiej postawy byłyby braki w zaopatrzeniu w szpitalach i medycy
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze