Wirusolodzy rządzą światem? Chaos pod naukowym kloszem

Jakiś czas temu nikt ich nie znał, nikt o nich nie słyszał. Nagle, za sprawą koronawirusa, wyskoczyli jak z kapelusza i zaczęli wyznaczać nie tylko kierunek i sposób walki z epidemią, ale tak naprawdę wpłynęli na losy świata w najbliższych latach: wirusolodzy, epidemiolodzy, specjaliści chorób zakaźnych, lekarze. Stali się z jednej strony bohaterami, a z drugiej swego rodzaju celebrytami, którzy poza swoimi dziedzinami zaczęli być ważnym punktem odniesienia dla innych sfer życia, w tym polityki.

Jeszcze niedawno we Włoszech niewielu znało ich nazwiska: prof. Burioni, prof. Locatelli, prof. Brusaferro, prof. Galli. Teraz ich twarze są rozpoznawalne niczym oblicza gwiazd filmu, telewizji czy piłki nożnej. Każde dziecko we Włoszech zna słynne albumy firmy PANINI, w których kolekcjonuje się karty z piłkarzami. Jakiś czas temu we włoskiej przestrzeni internetowej zaczął krążyć mem – okładka albumu PANINI, ale zmieniona tak, że zamiast piłkarskich sław umieszczono tam twarze wirusologów i epidemiologów, zaś całość nosi tytuł „VIROLOGI” („Wirusolodzy”). Można więc sobie wyobrazić, jak jedno dziecko drugiemu proponuje wymianę: „Hej, mam dwóch Brusaferro, wymienisz się na Burioniego”?
Z jednej strony to śmieszne, ale z drugiej pokazuje niezmiernie ciekawe zjawisko. Mówił o nim Matteo Salvini, atakując rząd Contego, kiedy podkreślał, iż włoski premier oddał kraj we władanie wirusologom i epidemiologom.
Co ciekawe, wielu z nich nie zgadza się ze sobą zarówno w ocenie zagrożeń związanych z koronawirusem, jak i w kwestii podejmowania środków zaradczych i powszechnego na świecie trybu lockdown.
 
Komu wierzyć?
W Niemczech powszechnie przyjęte zasady walki z koronawirusem krytykuje dr Wolfgang Wogard, który twierdzi, że po prostu nie ma pandemii COVID-19 i wszystko jest „nadmuchane”, zaś prof. Hendrik Streeck, kierownik katedry wirusologii w klinice Uniwersytetu w Bonn, uważa, że wirus nie przenosi się w...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: