Szaleństwo liczb. Wirusowa statystyka we Włoszech 

Umberto Eco w jednej ze swoich książek opisał zjawisko, które stanowi część kultury Zachodu – „szaleństwo katalogowania”. Od chwili, w której wybuchła pandemia koronawirusa, żyjemy w świecie, w którym poza samym wirusem zaczęły rządzić liczby, wyznaczające skalę zagrożeń, służące wyliczaniu i wyrysowywaniu krzywych epidemicznych. O liczbach i statystykach mówią profesorowie, piszą gazety, dyskutują ludzie w mediach społecznościowych: służą one nie tylko opisaniu rzeczywistości w dobie pandemii, ale także polityce czy sporom dotyczącym oceny podjętych środków. Często są nierozumiane, nadużywane i służą do manipulacji.

Kilka tygodni temu w internecie krążyła informacja: „W pierwszym trymestrze roku 2019 (od stycznia do marca 2019, gdy nie było koronawirusa) we Włoszech zmarło 185 967 ludzi”, gdy tymczasem „w odpowiednim kwartale roku 2020 wszystkich zmarłych osób we Włoszech miało być 165 367”. „Wnioski nasuwają się same” – dopisano na końcu informacji, która obiegła media społecznościowe i była przekazywana przez te osoby, które uważają, że pandemia jest wytworem panikarskich informacji, niezwiązanym z faktycznym zagrożeniem, zaś dane o zabójczości innych chorób czy też dane o śmiertelności w odniesieniu do całej populacji powinny to wykazać w ujęciach statystycznych. Pod tabelką znajdował się jeszcze wpis: „20 000 zmarłych mniej niż w roku ubiegłym, pomimo pandemii”.
 
Żarna urzędów statystycznych mielą wolno
Weźmy więc tę właśnie informację jako przykład. Na pierwszy rzut oka wygląda ona poważnie. Co więcej, gdybyśmy weszli na stronę ISTAT (Włoskiego Urzędu Statystycznego), to właśnie takie dane byśmy znaleźli. A jednak… konkluzja jest nieprawdziwa. Dlaczego? Otóż, drodzy Państwo, liczba zmarłych z roku 2019 dotyczy pełnego wyniku badania, ze wszystkich gmin, z których ISTAT zbiera informacje we Włoszech. Tymczasem te ze stycznia–marca 2020 to jedynie ułamek większej części – wzięte zaledwie z 1084...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: