Fortynbras o Polakach i żony-hetery

Ostatnio mój ojciec powiedział mi, że w swoim długim, dobrze ponad 80-letnim życiu oglądał szekspirowskiego „Hamleta” ni mniej ni więcej tylko... z 250 razy. Pierwszy raz w Opolu w 1946 roku, gdy miał według oficjalnych papierów lat 10, a naprawdę 12 (czasie okupacji dziadkowie „odmłodzili” go o dwa lata, żeby zwiększyć jego szansę przeżycia niemieckiej okupacji). Najbardziej frapujący dla niego fragment sztuki Szekspira to ten, gdy już niemal wszyscy się powyrzynali i powytruwali i wtedy nadchodzi Fortynbras wraz z wojskiem. Wódz przez Danię udaje się do Polski, a jego kapitan mówi o Polakach, iż będą walczyć „o kawałek ziemi, co żadnych bogactw w sobie nie zawiera (…) owszem, wojskami”. 

Cóż, oto Polska widziana oczyma syna Albionu…

Wielki wódz, hetman Stefan Czarniecki, którego teraz (!) niektórzy lewicowi kretyni chcą strącić z piedestału historii, podążał z armią w kierunku odwrotnym do Fortynbrasa, z Polski przez Danię do Szwecji. Szekspirowski bohater wędrował z Norwegii. Ojczyzna autora Hamleta nie jest już (dopiero?) trzeci miesiąc w Unii Europejskiej, a kraj fiordów, z którego ruszył Fortynbras, nigdy się do Unii nie zapisał. Polska nie jest wyspą, jak Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, ani nie śpi na ropie, jak Królestwo Norwegii. Za to w Polsce, która coraz bardziej łapie się za głowę, widząc to, co wyrabia UE, jest bodaj około 20 przekładów „Hamleta”. Czyżby pytanie duńskiego królewicza „być albo nie być?” tak bardzo pasowało do życiowej filozofii Polaków? Oto jest pytanie…

Ojciec, będąc pacholęciem, jak to onegdaj, w starej Polszcze mawiano, zagrał w Częstochowie (po Powstaniu Warszawskim trafił tu wraz z moją babcią) w dwóch sztukach. Jedna to dramat Jerzego Szaniawskiego „Adwokat i róże”, druga to „Mały domek” Tadeusza Rittnera. Pan Bóg po krzywych liniach pisze prosto i oto 20 lat po tej rólce ojca w sztuce Szaniawskiego zamieszkałem jako parolatek paręset metrów od...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: