Procedury

W dobie kryzysu powraca do nas nielubiane słowo „procedura”. W czasach normalnych, u ludzi obdarzonych słowiańską fantazją, wydaje się ono biurokratycznym wymysłem, ułatwieniem, które ma upraszczać życie urzędnikom, a nie obywatelom. Kto czyta informacje, ogłoszenia, instrukcje? 

Tymczasem w czasie kryzysu, takiego jak na przykład pandemia, znajomość i przestrzeganie procedur staje się nagle kwestią życia i śmierci. Bywają one jedynym ratunkiem przed paniką i anarchią w chwili zagrożenia. Śledząc doniesienia z frontu walki z epidemią, dostajemy dziesiątki informacji o tym, że zawiodły procedury. Jak w tym szpitalu, gdzie personel podejrzany o możliwość zarażenia, został wprawdzie skierowany na testy, ale na ich wynik czekano trzy dni, jednocześnie pozwalając potencjalnie zarażonym na pracę z chorymi i roznoszenie epidemii. Zawiniła głupia procedura czy głupi dyrektor? Jednak po głowie chodzi mi zupełnie inny aspekt proceduralny. Dotyczy on regulaminów i ordynacji, które proponuje dziś PiS, doprowadzając opozycję do furii. Dowodzi to, że zacietrzewienie całkowicie pozbawia wyobraźni. Procedury są bowiem nie na dziś ani nawet nie na jutro. Kwaśniewski z Mazowieckim kreślili Konstytucję III RP przeciwko Wałęsie. Wałęsy dawno nie ma, a gniot legislacyjny jest. Biednym durniom (bo inne słowo nie ciśnie mi się na język) nie przychodzi do głowy, że w tych wszystkich pomysłach, na przykład z głosowaniem zdalnym itp., nie chodzi o to, żeby wygrał Duda. I tak wygra. Ale wyobraźmy sobie scenariusze katastroficzne. Epidemia zabija 3/4 Sejmu, ponad połowę Senatu i nic nie można zrobić. Bo nie ma procedur. W Ameryce istnieje cała hierarchia następstw po prezydencie, gdyby go zabrakło i szlag trafiłby cały Kongres. U nas na wszelki wypadek opozycja stosuje liberum veto!
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: