Każdy mieszkaniec Madrytu może być zakażony. Wstrząsająca rozmowa z Polką mieszkającą w Hiszpanii

W Madrycie już nie ma miejsc w szpitalach, ludzie umierają w domach, brakuje osób, które mogłyby zabierać ciała. W tym pomaga wojsko, ale niestety nie zawsze dociera na czas. Zdarza się, że ciała długo pozostają w mieszkaniach – mówi dr Eva Iszoro, polska architekt i projektantka mody z Uniwersytetu Rey Juan Carlos w Madrycie. Rozmawia Hubert Kowalski

Mieszka Pani w Madrycie, czyli w samym centrum epidemii, która ogarnęła Hiszpanię. Jak funkcjonuje kraj opanowany przez koronawirusa?
Sytuacja wygląda różnie w zależności od regionu. Najgorzej jest w Madrycie oraz w Katalonii. Władze nie mają już realnej kontroli nad tymi regionami. Prawda jest taka, że każdy mieszkaniec tych okolic może być zakażony. W Madrycie już nie ma miejsc w szpitalach, ludzie umierają w domach, brakuje osób, które mogłyby zabierać ciała. W tym pomaga wojsko, ale niestety nie zawsze dociera na czas. Zdarza się, że ciała długo pozostają w mieszkaniach.

Wspomniała Pani o braku miejsc w szpitalach. Co z osobami, które pilnie potrzebują pomocy lekarskiej?
Do szpitali przyjmowane są głównie osoby, które mają problemy z oddychaniem. Jeśli ktoś skarży się tylko na gorączkę, to otrzymuje nakaz pozostania w domu. Szpitale są bardzo przepełnione. W Hiszpanii był przypadek samotnej lekarki, która będąc w domu, nie wyczuła momentu, kiedy jej stan znacznie się pogorszył, i niestety znaleziono ją martwą. Warto podkreślić, że bardzo duża część zgonów w Hiszpanii jest związana z sepsą. Koronawirus bardzo osłabia organizm, co powoduje, że zakażony może umrzeć z powodu sepsy.

Do Polski docierają również informacje, że w hiszpańskich szpitalach brakuje sprzętu i podstawowych produktów. Jakie są największe braki?
Przede wszystkim jest za mało respiratorów. Należy pamiętać, że miejsca przy respiratorach nie zwalniają się szybko. Zdarza się, że pacjent jest podłączony nawet przez tydzień lub dwa....
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: