K-15 z przecinkiem

„Moja żona mówi: »Ale jak to, Paweł, jak się dowiedziałam o tej decyzji, przecież ty wjechałeś tutaj w 2015 roku na białym koniu, w galowym mundurze ułana, żeby poderżnąć gardło systemowi«. Ja mówię: »Małgosiu, ale warunki na wojnie się zmieniły tak, że koń mi już osłabł w taki sposób, że go musiałem dorżnąć, zjeść, bo sam umarłbym z głodu, następnie przebrać się w jego skórę, by próbować wejść do pałacu, pod przykryciem konia, i poderżnąć gardło dyktatorowi«” – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z youtuberem Krzysztofem „Atorem” Woźniakiem.

Odbywała się ona tuż po tym, jak antysystemowiec zapisał się na listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, czyli jak sam wielokrotnie mówi – ZSL-u. Dzisiaj Paweł Kukiz idzie dalej i zapowiada, że będzie zakładał własną formację: K-15.Trochę się już pogubiłem w poetyce konia i podrzynania gardeł, ale wydaje się, że to i tak nic w porównaniu z tym, jak miota się polityk-muzyk. O ile bowiem pamięć mnie nie myli, to właśnie kwestia zakładania partii była tak drażliwa, że Kukiz musiał przeżyć rozwody z czołowymi politykami swojej opcji politycznej. W każdym razie ni w ząb nie rozumiem, co się zmieniło? Przez pięć ostatnich lat Paweł Kukiz zarzekał się, że nie chce partii, i śmiał się z partyjniaków, a teraz sam się pcha na pozycje, które kontestował. Nie wiadomo, z kim chce tworzyć tę formację, i chyba co gorsza nie wiadomo, dla kogo. Pierwsze wrażenie można bowiem zrobić tylko raz, a prawda jest taka, że Kukiz zmarnował poprzednią kadencję. Niczego nie zbudował, a wszystko co było, zepsuł. Trudno więc wnosić, że nagle teraz przyjdzie przełom, a muzykowi nagle zacznie się udawać. Kukiz już nie musi się przebierać w skórę konia. Stał się nim lata temu. W wyścigach się już jednak niespecjalnie liczy. K-1,5 bardziej odpowiadałoby prawdzie. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: