Alert dla postnowoczesności

Pandemia – której wciąż jeszcze, jak się zdaje, nie ma – wywołała już realną epidemię histerii, a ta doprowadziła do ogromnych problemów ekonomicznych w wielu branżach (by wymienić tylko turystykę, przewozy lotnicze, ale także wiele innych). Import z Chin przeżywa gigantyczne straty. 

W Palestynie, która właśnie zamknęła na dwa tygodnie Betlejem, Jerycho i Dolinę Jordanu, oznacza to ogromne szkody finansowe, ale też spore problemy dla wielu żyjących tam ludzi, którzy utrzymywali się, sprzedając drobne pamiątki turystom albo pracując na zlecenia w hotelach. I nie chodzi o to, że bogaci coś stracą, lecz o to, że biedni często nie będą mieli czym nakarmić dzieci. Ale poza takimi jednostkowymi historiami okazało się, że otwarte granice, którymi tak się szczyciliśmy, mogą być w każdej chwili zamknięte, czego znakomitym przykładem jest Izrael, który przestał wpuszczać na swój teren turystów i pielgrzymów z Włoch, Niemiec, Francji, Chin, Korei itd., itp. „Możemy to zrobić i robimy” – oznajmił premier tego państwa. W innych krajach ogranicza się wolność podróżowania albo kieruje na przymusowe kwarantanny czy nakłada kary na tych, którzy uciekli ze szpitali. Pragnienie bezpieczeństwa wygrywa zatem z pragnieniem wolności czy wolnością przemieszczania się, gospodarki i z zyskiem. Niby nic w tym dziwnego, ale to ważny sygnał nie tylko dla publicystów czy filozofów, ale także dla polityków. Nie pierwszy, bo ograniczenia wolności osobistych rozpoczęły się od apokaliptycznych nastrojów związanych z terrorystami, przejęto je później do walki z migracją, a teraz wprowadza się je w związku z zagrożeniami zdrowotnymi. I jeśli ktoś sądzi, że gdy zagrożenia miną, to wszyscy zapomną o takich możliwościach, to jest w błędzie. To, co raz zostało odebrane, z trudem może zostać zwrócone. Warto o tym pamiętać, gdy ulega się histerii i zastępuje chłodne rozumowanie emocjami.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: