Wirusolodzy o koronawirusie

Naukowcy z Półwyspu Apenińskiego nie są zgodni co do oceny niebezpieczeństwa związanego z koronawirusem.
 
Na samym początku kryzysowej sytuacji spowodowanej koronawirusem dr Maria Rita Gismondo, lekarz z mediolańskiego centrum zwalczania chorób zakaźnych (szpital „Sacco di Milano”), powiedziała: „Nasze laboratorium wykonywało przez całą noc testy. Ciągle przybywały kolejne próbki. Wydaje mi się, że to szaleństwo. Wybuchła infekcja trochę poważniejsza niż grypa i ma być śmiertelną pandemią? To nie tak. Spójrzcie na cyfry. To szaleństwo wyrządzi olbrzymie szkody z punktu widzenia ekonomicznego. Poczytajcie! To nie jest pandemia! W ostatnim tygodniu na grypę umierało 214 osób dziennie. Na koronawirusa tylko jedna”.
Na ten wpis, który ukazał się w dwa dni po zdiagnozowaniu „Pacjenta 1”, zareagował inny autorytet, mocno się sprzeciwiając tezom dr Gismondo. Roberto Burioni, lekarz immunolog, badacz na polu rozwoju przeciwciał monoklonalnych, wirusolog Wydziału Medycyny i Chirurgii Uniwersytetu Vita-Salute San Raffaele z Mediolanu odpisał, że nie można porównywać tak szczątkowych i niepełnych danych, jakie mamy w początkowym okresie rozwoju epidemii koronawirusa, z powszechną grypą: „Obecnie we Włoszech mamy 132 przypadki potwierdzone. To zaledwie ułamek”. Po czym dodał, że porównywać należy na adekwatnych próbach. Sprzeciwił się też mocno lekceważeniu koronawirusa.
Chodzi o to, iż patrzeć można nie tylko na wskaźniki dotyczące śmiertelności czy sporego odsetka pacjentów wymagających leczenia na oddziałach intensywnej terapii, ale także na charakter nowego koronawirusa.
Na włoskim portalu Medical Facts dr Burioni porównał wirusa grypy i nowego koronawirusa. Oba mają wiele cech wspólnych – podobne objawy wstępne, podobne drogi zarażenia. Chory kicha lub kaszle, w dłoń czy w chusteczkę, następnie chwyta za klamkę albo przyciska guzik w windzie. Inna osoba dotyka tych samych przedmiotów i zaraża się, przenosząc wirusy do ust...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: