Szaleństwo

Gdyby jakimś cudem nagle obudził się w naszych czasach mieszkaniec Polski z początku lat 90. czy późnego PRL-u, zgłupiałby obserwując, jak wygląda poziom debaty publicznej. Nie tylko jeśli idzie o natężenie nienawiści, porównywalnej chyba tylko z wczesnym okresem komunizmu. 

Najbardziej zdumiewający musiałby wydać mu się dobór inwektyw niemających nic wspólnego z faktami, ale przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem. Jeśli słyszę Biedronia histeryzującego o „zbrodniach PiS-owskich” gorszych od komunizmu, myślę, że w zakładzie w Tworkach leczone są łagodniejsze przypadki paranoi. Brak umiaru występuje zresztą u większości przedstawicieli „opozycji totalnej”. Nie wiem, jak wyobrażają sobie Polskę odbiorcy ich donosów w Brukseli, ale słysząc o totalitaryzmie, faszyzmie, łamaniu konstytucji – przed ich oczami musi jawić się kraj będący skrzyżowaniem Turcji i Rosji, różniący się od Korei Północnej tylko tym, że jeszcze można z niego wyjechać. Tysiące aresztowanych sędziów, sterroryzowani dziennikarze, mordowani przeciwnicy polityczni („święty Adamowicz!”). Oczywiście co inteligentniejsi informatorzy z „Gazety Wyborczej”, dopytywani o szczegóły tych zbrodni, przyznają niechętnie, że wprawdzie jeszcze tak nie jest, ale z pewnością będzie. Nurtuje mnie jedno. Wiem, że hejt wypływa w dużej mierze z frustracji, własnych obaw podlanych poczuciem pogardy do Polaków, że jest sumą eksperymentów Urbanów, Palikotów i innych złoczyńców słowa. Pozostaje pytanie o jego skuteczność. Czy poza grupą ludzi chorych z nienawiści, przestraszonych utratą wpływów i wizją pociągnięcia do odpowiedzialności za faktyczne przestępstwa, większość społeczeństwa może ulec propagandzie równie topornej, prymitywnej, zakłamanej? I to w warunkach dostępu do RÓŻNYCH środków informacji? Niestety, przykład III Rzeszy dowodzi, że może. Powtarzane kłamstwo jest zaraźliwe jak koronawirus, choć wydaje mi się, że podawanie go w wersji soft (czego dowodzą sukcesy poprawności politycznej...
[pozostało do przeczytania 3% tekstu]
Dostęp do artykułów: