Suwerenność

Nie ulega wątpliwości, że ostatni król Polski, Stanisław August, popełnił wiele błędów, przestępstw, zdrad, ale prawdziwą zbrodnią był jego czyn ostatni – abdykacja. Mimo poniesionych klęsk miał jeszcze wyjście – mógł polec na polu walki, wybrać samobójstwo jak braciszek prymas lub uciec na bezpieczną emigrację. I czekać, jako król na wychodźstwie. W lepszym klimacie mógłby przeżyć carycę, a nawet doczekać Napoleona. I Polska wróciłaby do gry jako byt państwowy, choć chwilowo bez terytorium. 

Legalizm jest fundamentem dyplomacji i ładu międzynarodowego. Po upadku Pierwszego Cesarstwa mnóstwo groteskowych władców przepędzonych ze swoich domen powróciło na trony. Bonaparte dobrze o tym wiedział i dlatego abdykował wprawdzie, ale na rzecz syna... Czyn Poniatowskiego przypominał działanie egzotycznych tubylców, oddających swoje ziemie za garść paciorków. Skądinąd w przeklętym XVIII w. nasza polityczna elita zachowała się dokładnie jak kacykowie Aborygenów. Historiografia niechętnie to podkreśla, ale wszystkie kolejne rozbiory Polski dokonywały się (formalnie) w majestacie prawa. Grabież „postawu sukna” ratyfikowały polskie sejmy (czasem na niemo), Rejtan to przypadek odosobniony. A przecież inna jest sytuacja kraju podbitego, a inna takiego, który skapitulował sam (chociaż przed przemocą). Tego błędu nie popełnili przywódcy Polski w 1939 roku, co zapewne uniemożliwiło Stalinowi przekształcenie nas w 17. republikę. Nawet śladowa suwerenność jest lepsza od jej braku. Nie dostrzegają tego w swojej głupocie i zacietrzewieniu nasi Opozycjoniści Totalni, oddając decyzje w sprawach polskich anonimowym eurokratom z TSUE. Nie ma co się łudzić, kompetencje raz oddane już nie wrócą, nawet gdy rządzić będą (czy raczej zarządzać) ci światli, postępowi i europejscy. Poniewczasie zdali sobie z tego sprawę nawet targowiczanie, którzy przecież też chcieli jedynie dobra Rzeczypospolitej. Czy doczekamy się podobnego otrzeźwienia u ich totalnych następców?
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: