Kraje bałtyckie już nie liczą na Polskę

Niepokój budzi szczególnie dążenie Warszawy do dalszego „ocieplania” relacji z Rosją, za co zyskuje pochwały Francji i Niemiec. „Waga państw nie jest jednakowa. W przypadku konfliktu Polska zapewne zdecydowałaby się na utrzymanie dobrych stosunków z dużymi państwami, np. z Niemcami czy Rosją, a nie z Litwą”– uważa politolog.

Plecami do Wilna

Czy nagłaśnianie przez prorządowe media i polityków koalicji problemów mniejszości polskiej na Litwie właśnie teraz to przypadek? Z pewnością nie – to wygodne alibi, żeby odwrócić się plecami do Wilna. Gdyby faktycznie Warszawa coś robiła dla rodaków nad Wilią. Ale tak nie jest – chodzi o to, by istniał problem. A że realizuje się w ten sposób odwieczną moskiewską strategię na polskich Kresach, czyli skłócanie zamieszkujących je narodów... Uchodzi to uwadze platformerskich obrońców polskości. Przypominają się przedwyborcze podróże Tuska do Polaków na Białorusi – dziś widać, jak instrumentalnie ten rząd i partia traktują Polonię na Wschodzie.

Polacy na Litwie mają autentyczne problemy, głównie zresztą z winy władz litewskich. Ale nie oznacza to, że można całkowicie zapominać o strategicznych konsekwencjach konfliktu Litwy i RP. Najłatwiej i najwygodniej rządowi Tuska całą winę zrzucić na Wilno i się na nie obrazić. Podobne problemy były już wcześniej, ale poprzedni rząd i prezydent przynajmniej próbowali temu jakoś zaradzić. Obecna polityka na kierunku bałtyckim to jedna, wielka porażka – i zapewne o to Platformie chodziło. U naszych sąsiadów przewidziano ją zaraz po objęciu władzy przez PO, litewscy politolodzy już wtedy mówili, że Sikorski realizuje politykę Berlina.

Kiedy Bronisław Komorowski podejmował w Wilanowie przywódców Francji i Niemiec, minister obrony Litwy, Rasa Jukneviciene podjęła publicznie problem rosyjskich głowic atomowych krótkiego zasięgu w Obwodzie Kaliningradzkim: „Chcemy, żeby duże kraje zaczęły negocjacje ws. redukcji liczby tych rakiet”....
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: