Żegnając stare. Sylwester w Buenos Aires

Wybiła północ. Ciemne niebo rozświetlają w tej chwili nie gwiazdy, lecz setki małych punkcików. To ogniste baloniki żegnające stary rok. I przy okazji wspomnienia z nim związane. Te dobre i te nieco gorsze. Tych drugich znów mieli w Argentynie troszkę więcej. Jest jednak ciepło, pogodnie i wyjątkowo cicho.
 
– Pora wracać – obwożąca nas po rogatkach argentyńskiej metropolii Meggi, przesympatyczna 20-latka, zarządza powrót do miasta. – Musimy się przygotować na wieczór!
– Będziemy świętować? Idziemy na jakieś party? – na myśl o spędzeniu tej nocy wśród latynoskich rytmów aż błyszczą mi oczy.
– Tańce później. Wpierw zjemy kolację z moją rodziną. To u nas tradycja – Meggi odpowiada pewnym głosem. – Mam nadzieję, że macie jakieś eleganckie stroje.
Ostatni dzień roku w Buenos Aires to na swój sposób dzień jak co dzień. Ruch na Avenida Independencia jak zawsze. Auta jadą, jak chcą. Nikt nie przestrzega podziału na pasy. Nikt nie przejmuje się odstającym zderzakiem. Byle zmieścić się na szerokości ulicy w oczekiwaniu na zielone światło. Jedno auto obok drugiego. W ten sposób czteropasmowa w teorii szosa przemienia się w pięcio-, a czasem sześciopasmową. O przebiegającej nieopodal stąd ośmiopasowej Avenida 9 de Julio nawet nie wspominając.
– Spójrzcie w górę! – wpychająca się zręcznie między dwa czerwone pickupy Meggi pokazuje na szklany biurowiec, który właśnie mijamy. Na tle niebieskiego nieba widać fruwające białe gołębie. Jest ich mnóstwo. Chwileczkę, chwileczkę… To żadne gołębie. Tak to wyglądało, gdy patrzyło się pod słońce. To jakieś papiery! Ktoś przez otwarte okno wyrzuca właśnie kilogramy białych stron. Za chwilę to samo zadzieje się w sąsiednim bloku.
– To nasza tradycja. Nie chciałam wam mówić wcześniej. Byłam ciekawa waszej reakcji – uśmiecha się Meggi. – Na koniec roku wyrzucamy z biur stare papiery. Dokumenty, raporty, sprawozdania…
– A jeśli będzie wam to potrzebne w przyszłym? – dopytuję,...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: