O krok od brexitu. Johnson nokautuje

„Doprowadzić brexit do końca” – to uniwersalne hasło powtarzane przez premiera Borisa Johnsona podczas kampanii wyborczej było odpowiedzią na większość pytań. Teraz lider konserwatystów dostał społeczny mandat, by w końcu spełnić swoją obietnicę.

Co najmniej 364 mandaty zdobyte przez Partię Konserwatywną to znacznie powyżej progu 326 wymaganego do stworzenia samodzielnej większości. Najlepszy wynik od czasu ostatniego zwycięstwa Margaret Thatcher w 1987 roku, a biorąc pod uwagę poparcie procentowe (43,6 proc.) – najlepszy wynik od roku 1979. Do tego najgorszy wynik Partii Pracy od roku 1935. Tylko 11 mandatów (o jeden mniej niż w poprzedniej kadencji) dla Liberalnych Demokratów, którym jeszcze niedawno wielu wieszczyło spektakularny sukces. To tylko kilka liczb, które pokazują skalę zwycięstwa Borisa Johnsona. Liderowi konserwatystów udało się udowodnić, że jest nie tylko charyzmatycznym liderem probrexitowej frakcji, ale potrafi też uzyskać szerokie społeczne poparcie.

Zwycięstwo końca
Mozolne negocjacje, nieudane głosowania w Izbie Gmin dotyczące umowy wyjścia, kierowanie do UE kolejnych próśb o przedłużenie brexitu – w pewnym momencie wielu sądziło, że ten nużący spektakl może trwać jeszcze bardzo długo, być może w nieskończoność. Wielu także liczyło po cichu, że będzie to niezbyt przyjemny sposób na uniknięcie czegoś jeszcze bardziej nieprzyjemnego, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, a tego przecież nikt rozsądny nie może chcieć.
Oczywiście tajemnicą sukcesu Borisa Johnsona była prostota przekazu. Hasło „Get Brexit done” („doprowadzić brexit do końca”) stało się jasnym komunikatem dotyczącym tego, co się wydarzy, gdy Partia Konserwatywna wygra wybory. Jednocześnie hasło to, w przeciwieństwie do innych równie prostych politycznych sloganów, nie było puste. Dwa lata wcześniej hasło Theresy May „Strong and stable” też składało się z trzech słów, ale nie wzbudziło większych emocji, nie dało...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: