Kat żony. Wypchnął ciężarną z balkonu

Kamila była okrutnie katowana przez męża niemal przez cały okres małżeństwa. Z upływem czasu Bartłomiej R. stawał się coraz brutalniejszy, lecz mimo to ofiara cierpiała w milczeniu. W końcu zrzucił ciężarną żonę z balkonu.

Osoby, które pod koniec listopada wysłuchały w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku uzasadnienia wyroku skazującego 35-letniego Bartłomieja R., musiały być zszokowane, bo opis tego, co zrobił, autentycznie przerażał. „Tylko szczęśliwy zbieg okoliczności spowodował, że pokrzywdzona przeżyła” – podkreśliła sędzia Marta Urbańska.

Dramat w małżeństwie R. rozgrywał się od dawna, ale pozostawał skutecznie skrywany. Nawet bliscy krewni nie wiedzieli, co się dzieje w czterech ścianach mieszkania Kamili i Bartłomieja (choć trudno uwierzyć, aby nikt niczego nie podejrzewał). Prawda wyszła na jaw dopiero po wydarzeniach, do których doszło 2 czerwca 2016 roku. Wówczas młoda kobieta wypadła z balkonu na pierwszym piętrze bloku przy ulicy Jana z Kolna w Gdyni. Spadła na chodnik ułożony przed budynkiem, uderzając głową. Kamila R. miała jednak sporo szczęścia – tuż przed upadkiem zahaczyła o parapet w mieszkaniu poniżej, co wyhamowało prędkość. Dlatego nie doszło do większej tragedii. Kobieta przeżyła. Lekarze uratowali także jej nienarodzone dziecko – była w piątym miesiącu ciąży.

Już na początku śledztwa Prokuratura Rejonowa w Gdyni wykluczyła nieszczęśliwy wypadek. Nie brakowało bowiem naocznych świadków – policjanci dotarli do robotników, którzy pracowali w pobliżu miejsca zdarzenia. To oni zadzwonili pod numer alarmowy. Widzieli kobietę stojącą na balkonie i mężczyznę, który nagle ją złapał za barki, podniósł i wypchnął za barierkę. Bartłomiej R. został zatrzymany i trafił za kratki. Przez następne miesiące wyjaśniano nie tylko okoliczności próby zabójstwa (taki zarzut postawiono podejrzanemu), ale przeanalizowano również, co się działo w małżeństwie R. Odkryto przerażające fakty, bo Kamila w końcu przerwała...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: