Lektury w podróży

Podróże kształcą. Szczególnie te odbywane samolotami, bo w czasie lotu można nadrobić lekturowe zaległości. I tak właśnie się stało podczas mojego lotu do Bejrutu. A że książki fascynujące, to z Czytelnikami „Gazety Polskiej” trzeba się nimi podzielić.

Zacznę od lektury ateisty, ale pozycji ożywczej. Po przeczytaniu dzieł „nowych ateistów” (Richard Dawkins, Daniel C. Dennett, A.C. Grayling, Sam Harris i nieżyjący już Christopher Hitchens), którzy z antyreligijności uczynili fanatyczną religijność, lektura Tima Crane to naprawdę inspirujące doświadczenie. Ten filozof i ateista doskonale dostrzega, że religia nie jest wcale opium dla ludzi wierzących i wcale nie uwalnia od egzystencjalnych lęków. „... wiara nie jest pewnością, ale raczej czymś w rodzaju usilnych zmagań, mających na celu przeniknięcie namacalnej tajemnicy wiary” – wskazuje. Jeśli miałbym z czymś bardzo dyskutować, to właśnie z tezą, że cierpienie jest mocnym dowodem na nieistnienie Boga. Jeśli cierpienie i zło to najmocniejsze argumenty za tym, że Boga nie ma, to jednocześnie są one największym dowodem na bezsensowność świata bez Boga. Ateizm odbiera sens życiu i światu i też nie radzi sobie z cierpieniem, bo nie tylko czyni je bezsensownym, ale też świat jeszcze bardziej niesprawiedliwym. Jednak ta dyskusja w niczym nie zmienia faktu, że warto czytać Crane’a. Tę samą opinię mam na temat książki chińskiego pisarza Yana Lianke. Jego „Sen wioski Ding” to przepięknie napisana i jeszcze lepiej przetłumaczona opowieść o umieraniu i o tym, że nawet umierając, chcemy bardziej mieć niż być. „Sen wioski Ding”  to także niesamowity obraz nowoczesnych Chin, w których tradycyjne wierzenia mieszają się z pogonią za pieniądzem, a życie ludzkie w ogóle się nie liczy. Lektura, która nikogo nie może pozostawić obojętnym. A ja czekam na powrót z Libanu, bo w torbach mam jeszcze kilka książek do przeczytania.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: