Czy wygramy z wielką wodą? Wokół Wenecji

Mimo że od lat 70. włoska Wenecja przygotowuje się do obrony przed wielką wodą, po raz kolejny została zalana przez falę powodziową. Znów cały świat przyglądał się, jak wenecjanie walczą ze skutkami powodzi, i wielu zastanawiało się, czy ich również w przyszłości czeka ten sam los.

Tegoroczna powódź nie była historycznym rekordem. Do stanu z listopada 1966 roku, kiedy fala powodziowa osiągnęła 194 cm, zabrakło 7 cm. Był to jednak drugi wynik w historii pomiarów, które prowadzone są od 1923 roku. Co ciekawe, zjawiska powodziowe nasiliły się w XXI wieku. Przez ostatnie niemal 100 lat woda przekroczyła 140 cm 20 razy, w tym aż 12 razy w obecnym stuleciu. To jednak nie oznacza, że można się do tego przyzwyczaić.

Miliardowe straty
Katastrofa – takim terminem zwykł określać wielką falę burmistrz miasta Luigi Brugnaro. Nic dziwnego. Pod wodą znalazło się 85 proc. Wenecji. Straty są trudne do oszacowania (choć wstępnie mówi się o 1 mld euro), bo niemal każdy fragment tego zabytkowego miasta to ewenement na skalę światową i dziedzictwo ludzkości. Aby zobaczyć ten fenomen, co roku do miasta zjeżdża ponad 30 mln turystów z całego świata. Pod wodą znalazła się m.in. bazylika św. Marka, zalana po raz szósty w ciągu 1200 lat. Ucierpiały też inne kościoły. W sumie aż 70 spośród 120 znalazło się pod wodą. Zniszczone zostały transport i słynne tramwaje wodne. Powódź dotknęła również szkoły, restauracje i sklepy. Życie w mieście staje się coraz bardziej nieznośne, a większość miejscowych po prostu się stamtąd wyprowadza. Podczas powodzi media spekulowały, że Wenecja stanie się demograficzną pustynią. Frustrację potęguje fakt, że od lat 70. rząd pracuje nad systemem, który miałby zabezpieczać miasto przed podobnymi sytuacjami. Mimo że w projekty i infrastrukturę władowano już kilka miliardów euro, miasto nadal jest bezbronne. Dlatego włodarze wolą mówić o tym, że nasilające się zjawiska pogodowe to wynik zmian...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: