Gdy nie chcą ruszyć. W autobusie pod nepalskim niebem

Podróże [Himalaje]
Po kilku dobach spędzonych pod Himalajami dochodzę do jednego wniosku: nepalskie środki komunikacji przystosowane są do przewozu miniludzików. Kolana nie zmieszczą się za nic w świecie. Dodatkowym utrudnieniem są wystające z siedzeń druty, skutecznie drące spodnie i „umilające” dalszą jazdę po pełnej wertepów drodze wzdłuż Himalajów. – Przepraszam… – zaczynam grzecznie. Tumult kociej muzyki z głośną perkusją sprawia, że pan siedzący za kierownicą stojącego nadal w miejscu busa chyba mnie nie usłyszał. – Panie, ruszymy wreszcie?! – powtarzam już podrażniony. – A co? – odwraca od niechcenia głowę. – Stoimy w tej wiosce już od ponad 30 minut! Ile można?! Chcielibyśmy z kolegą dojechać do Pokhary (największe miasto podnóża Himalajów, baza wypadowa dla wspinaczy – przyp. aut.) jeszcze na
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze