Wolność religijna po niemiecku

Problemy natury komunikacyjnej

Czteroletni chłopiec został poddany rytuałowi obrzezania. Zabieg przeprowadził trudniący się tym od lat, doświadczony lekarz muzułmański. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że chłopiec po dwóch dniach od zabiegu zaczął krwawić, rana nie chciała się zagoić. Zrozpaczona matka zabrała syna do kliniki, gdzie udzielono mu fachowej pomocy lekarskiej i zatamowano krwotok. Pojawił się jednak zgrzyt.

Pech chciał, że kobieta słabo władała językiem niemieckim. Problem natury komunikacyjnej, jaki wyniknął między zdenerwowaną matką czterolatka a personelem kliniki, doprowadził do nieporozumienia. Lekarze uznali, że zabieg obrzezania został przeprowadzony wbrew woli kobiety, w jakichś opłakanych warunkach, z dala od fachowej opieki medycznej. Kobieta nie była w stanie wytłumaczyć, jak doszło do krwotoku, a lekarze przeczuwając najgorsze scenariusze, zawiadomili o incydencie policję.

Dzięki pomocy tłumacza nieporozumienie wyjaśniono, ale klamka już zapadła. Rodziców postawiono przed sądem, a wyrok jednoznacznie potępił ich za „naruszenie integralności cielesnej” syna.

Wrażliwe struny

I tym sposobem stało się coś, co zaskoczyło nie tylko rodziców czterolatka, ale i opinię społeczną, która z zainteresowaniem przyglądała się sprawie i wyrokowi. Muzułmański lekarz został uniewinniony. Uznano bowiem, że działał zgodnie z prawem i nie miał złych intencji, ale... sam fakt obrzezania potępiono jako okaleczenie. Po raz pierwszy w historii Republiki Federalnej Niemiec juryści nie zadowolili się faktem, że obrzezanie odbyło się za przyzwoleniem prawnych opiekunów dziecka, ale powołując się na art 2.2. prawa karnego sięgnęli do argumentu „dobra dziecka i jego prawa do decydowania o sobie samym”. Wniosek: obrzezanie nie zostało zakazane, ale powinno nastąpić dopiero w momencie, gdy dziecko osiągnie wiek, w którym samo będzie mogło zadecydować, czy godzi się na rytuał...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: