Zjednoczona Prawica sobie poradzi. Senat, opozycja, zwarte własne szeregi

PiS robi swoje i nie będzie się oglądał na opozycję, która ma swoje problemy. Im tam gorzej, tym dla Zjednoczonej Prawicy lepiej – mówi Krzysztof Sobolewski, szef Komitetu Wykonawczego PiS. rozmawia Grzegorz Wszołek

Przed ogłoszeniem oficjalnych wyników przez PKW przedstawiał Pan dość dokładne dane o podziale mandatów w Sejmie. Zafrasowało to m.in. Monikę Olejnik. Skąd politycy PiS mieli „tajemną” wiedzę?
Wyjaśnienie jest bardzo proste. Mieliśmy z ramienia partii ludzi w komisjach, dokładne wyniki liczbowe z okręgów i już rano była pewność co do podziału mandatów w Sejmie. System d’Hondta nie jest tak skomplikowany, żeby się bardzo pomylić. To, co liczono na bazie exit poll, zazwyczaj nie do końca odzwierciedlało rzeczywistość w okręgach. Rano 14 października mieliśmy już pewność, że możemy liczyć na 235 mandatów, a nie 236 czy 240 lub 229.

Z Senatem Pan jednak wtedy „przestrzelił”, bo to opozycja zdobyła formalnie więcej mandatów. Wyborcy partii rządzącej muszą się pogodzić z ostateczną porażką w tej izbie. A może jest jeszcze szansa na większość?
Właśnie, gdy podawałem podział mandatów w Senacie, brakowało do podliczenia 20 proc. głosów w dwóch okręgach. Wszystko się ważyło i mogło pójść w różną stronę. Liczyliśmy na szczęście, że to PiS zdobędzie te brakujące do większości mandaty. Te dwa okręgi nie trafiły jednak do Zjednoczonej Prawicy, a spodziewaliśmy się zwycięstwa.

Dlaczego wynik PiS w Senacie nie był satysfakcjonujący? Zabrakło niewiele do samodzielnej większości, natomiast większość komentatorów jest zgodna: wasi kandydaci odpuścili kampanię w mniej znaczącej rozgrywce.
Nie zgodzę się z tezą, że przegraliśmy wybory do Senatu. Zdobyliśmy 48 mandatów, natomiast Koalicja Obywatelska 43. Resztę zgarnęli kandydaci niezależni. Jaka to zatem porażka? Nie zgadzam się z tezą, że nasi kandydaci odpuścili kampanię, choć nie wykluczam, że część z...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: