Do roboty!

Najważniejsze są trzy punkty – mówią komentatorzy, gdy jakaś silna drużyna piłkarska, grając u siebie z zespołem potykającym się o własne nogi, wygrywa 1:0. Podobnie jest z PiS-em po wyborach. Oczywiście większość sejmowa jest niewielka, a Senat został przegrany, ale nie jest to powód do histerii.

Taki wynik sprawia, że przyszła kadencja nie będzie czasem wielkich reform, nie ruszy wymarzony przez wyborców program cela+, a repolonizacji mediów też najprawdopodobniej nie uświadczymy. Po prostu większość jest zbyt mała, a znane z ostatnich czterech lat nocne legislacyjne szarże teraz rozciągną się w czasie, sprawiając, że tematy będą rozgrzebywane na wszelkie możliwe sposoby. To, że polityka utknie w Sejmie, nie oznacza wcale, że nic się nie da zrobić. Rząd musi teraz skupić się na działaniach tak, aby za cztery lata pokazać konkrety. Marek Gróbarczyk za cztery lata nie wykręci się już wbiciem pierwszej łopaty w przekop Mierzei (motyw z ostatnich trzech kampanii), tylko będzie musiał przepłynąć tym kanałem. Na Pomorzu Zachodnim nie zadziała już sama zapowiedź przejazdu pod Świną, ale ta inwestycja musi powstać. CPK – tu nie wystarczą wizualizacje, tylko coś się musi zacząć dziać. Niech powstanie Pałac Saski i Muzeum Historii Polski. Nowe mosty na Wiśle. Niech wreszcie zostanie ukończona obwodnica Warszawy. Ruscy niech zostaną ze swoim gazem, jak Himilsbach z angielskim. Niech do Polski trafią F-35 i Patrioty. Można by tak wymieniać bez końca. PiS ma mało czasu. Trzeba się brać do roboty i pokazać, że Dobra Zmiana może też dotyczyć inwestycji. Ludzie to zobaczą i docenią. Może nawet bardziej niż 500+. Parafrazując słowa premiera Jana Olszewskiego na łożu śmierci: „Nie jesteście w obowiązku, żeby się poddawać”.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: