Sukces z łyżką dziegciu

Prawo i Sprawiedliwość liczyło, że może sięgnąć po większość 3/5 w Sejmie, a nawet konstytucyjną. I to zapewne dlatego Jarosław Kaczyński w pierwszych słowach po ogłoszeniu wyników wyborów nie wyglądał na w pełni zadowolonego. Z drugiej strony sukces PiS jest z szerszej perspektywy gigantyczny – nikt w historii III RP nie zmonopolizował życia politycznego w takim stopniu.

235 mandatów i 49 senatorów. 43,6 proc. głosów, zdecydowana poprawa wyniku wyborczego sprzed czterech lat. W liczbach bezwzględnych? PiS poszerzyło bazę elektoratu o 2,3 miliona głosów, co przełożyło się na zdobycie dodatkowych sześciu punktów procentowych. Statystyki jasno wskazują, że wynik wyborczy osiągnięty 13 października trzeba rozpatrywać w kategoriach sukcesu partii rządzącej. Pojawiające się zewsząd głosy o niedosycie, a nawet o zawodzie świadczą jedynie o sile ugrupowania Kaczyńskiego.

Coś ich powstrzymało
Bo i przemowa lidera Zjednoczonej Prawicy nie brzmiała tak, jakby miała nastąpić kontynuacja rządzenia. – Ewidentnie czegoś zabrakło – sugerował Kaczyński. „Czeka nas jednak refleksja nad tym, co się udało, ale też nad tym, co się nie udało i co spowodowało, że znaczna część społeczeństwa na nas nie zagłosowała. To jest powód, aby się zastanowić” – przyznał, gdy opadł bitewny kurz. „Byśmy my sami stali się jeszcze lepsi, lepsi oczywiście z punktu widzenia interesów społeczeństwa. By te rzeczy, które nas osłabiają, zostały trwale wyeliminowane” – dodał. Kaczyński trafnie zauważył, że mimo ogromnych transferów socjalnych, które poprawiły życie statystycznego Polaka, ponad połowa głosujących nie wybrała PiS. Najważniejsze obietnice obozu władzy w kampanii brzmiały: trzynastka, czternastka, zdecydowane podniesienie płacy minimalnej do 4 tys. złotych w roku 2023, zwiększenie puli PKB na służbę zdrowia, dopłaty dla rolników. Okazało się, że dla ponad połowy wyborców to albo za mało, albo nie są oni zainteresowani programem PiS....
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: