Bez drzew, bez miłości. Mekka terroru

Podróże [Kambodża]

Szelest papierowej torby wyjmowanej przez jednego ze zwiedzających muzeum. Głuche szuranie butów. Tutaj wszystkie te odgłosy są jakby bardziej słyszalne. Człowiek odbiera je inaczej. Bo i zmysły szaleją przy odwiedzinach takiego miejsca. Znajdujemy się w pustej szkolnej salce. Po prawej stronie wisi ciemnozielona tablica. Nieopodal w kącie widać jakieś drobne napisy. Kilka krzyżyków. Pewnie bazgroły namalowane przez nudzące się w trakcie lekcji dzieci. Skrzypiące drzwi przy każdorazowym wejściu kogoś do sali. Te same drzwi, co kiedyś. Nikt ich nie wymienił. To miejsce miało pozostać takim, jakie było przed 40 laty. I tylko ta samotna prycza na środku. Jakoś tu nie pasuje. Odcisk żelaznych prętów tej twardej leżanki poznało około 40 tysięcy nieszczęśników. Tylko dlatego, że przyszło im stanąć po drugiej stronie niż rządzący Kambodżą w latach 70. seryjny morderca i twórca krwawego reżimu, Pol Pot. Nieszczęśników, którzy nawet niekoniecznie musieli mieć tego świadomość.
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze