Stado artystów

Należy zachować jak najdalej idącą podejrzliwość wobec kogoś, kogo główną aktywnością jest ciągłe darcie ryja, jak to on jest niezależny i jedyne, na czym mu zależy, to właśnie wolność.

Ważna pani reżyser odbiera główną nagrodę oraz gratulacje z rąk wiceministra kultury, żeby zaraz oświadczyć, że jest cenzurowana przez aktualną władzę. Pijany aktor wytacza się na scenę i bełkocze coś o tym, że aktualnie panujący reżim chce go zniszczyć (zapomina tylko dodać, że film, w którym gra jedną z głównych ról, jest finansowany przez państwowe instytucje). Znany reżyser pod wpływem politycznych ataków i nacisków zideologizowanego lobby oraz kilku gazet i telewizji decyduje się na ocenzurowanie własnego filmu z wątków politycznych, a gdy TVP (koproducent) na to się nie zgadza, oświadcza, że ta niezgoda jest dowodem cenzury.
 
Kto się przezywa…
Powyższy opis mógłby być fragmentem jakiejś groteskowej komedii. A to jest po prostu rzeczywistość największego polskiego festiwalu filmowego w Gdyni. I niestety, nie tylko. To także idealny obraz polskiego środowiska artystycznego. Przykłady tego typu można bowiem  mnożyć. Te akurat są przynajmniej „zabawne”, nawet jeśli to śmiech zażenowania. Były też już dużo gorsze występy artystyczne. Na przykład Adam Zagajewski czy Małgorzata Cielecka porównujący obecną sytuację w Polsce do nazistowskiego koszmaru Holocaustu, co ciężko nazwać inaczej niż instrumentalizacją jednego z największych koszmarów XX wieku. Albo wyjątkowo paskudna akcja „Nie świruj”, stygmatyzująca w równie okrutny i nienawistny sposób tak wyborców PiS, jak i ludzi mierzących się ze swoją chorobą psychiczną. Cały dowcip polega na tym, że mamy tu idealny przykład projektowania własnych wad na swojego przeciwnika politycznego. Bo jeśli coś udowadniają nam te kolejne odezwy, manifesty i wystąpienia środowiska artystycznego (w których „wolność” to właściwie co drugie słowo), to tylko fakt, jak niesłychanie...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: