Głos ofiar

Tak się jakoś składa, że mam ostatnio większy kontakt z ofiarami przestępstw seksualnych ze strony duchownych. Słowa poszkodowanych burzą spokój. I to nie tylko z powodu tego, co ich spotkało, lecz także w związku z tym, co dzieje się z nimi teraz. Niewiara w ich świadectwo, potępienie ich jako współodpowiedzialnych za to, co się wydarzyło, obrona sprawców zarówno przez przełożonych, jak i często przez świeckich – to dla wielu kolejny krzyż.

Niewiara, zarzuty, że chcą wykorzystywać swoje rany, to dla nich niezwykła trauma. I słyszałem to od wielu, wielu osób. Ale czasem w ich świadectwie, bolesnym, mocnym, pokazującym, jak dalej krzyżuje się ofiary, pojawia się także promyk nadziei, wskazanie na to, co ratuje życie. „Ocalił mnie fakt, że 33 lata temu zostałem rycerzem Niepokalanej i nigdy nie porzuciłem różańca. Inaczej, tak jak wiele ofiar, popełniłbym samobójstwo” – napisał do mnie pewien mężczyzna. A inny wprost wskazał na neokatechumenat jako na wspólnotę, dzięki której wciąż żyje i nadal jest człowiekiem wierzącym. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że warto mieć świadomość, iż mechanizm ukrywania sprawców, mechanizm krzywdzenia ofiar obejmuje nie tylko duchownych, lecz także część zaangażowanych świeckich. I że jeśli gdzieś jest nadzieja, to w Bogu. On jako jedyny może prostować te sytuacje, może sprawić, że ludzie się podniosą. Bóg jednak wzywa także nas do tego, byśmy tym ludziom pomagali, a nie krzyżowali ich ponownie. Jeśli Państwo mogą, jeśli jest w was chęć, odmówcie chociaż dziesiątkę różańca za ofiary. Ich życie naprawdę jest zniszczone, oni naprawdę potrzebują opieki, zaufania, pokazania, że jesteśmy po ich stronie.

 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: