Stary niemiecki antyamerykanizm. Niechciani obrońcy republiki

Nie można się dziwić, że niektórzy politycy w USA chętnie przenieśliby stacjonujące w Niemczech wojska amerykańskie do Polski. Bo choć to dzięki Amerykanom Niemcy mogą się cieszyć bezpieczeństwem i dobrobytem, to stosunek opinii publicznej, niemieckich polityków i intelektualistów jest daleki od wdzięczności.

Antyamerykanizm ma w Niemczech długą i bogatą tradycję, sięgającą czasów, gdy Donald Trump nawet nie myślał o prezydenturze. Lewicowi intelektualiści czy politycy, dumni z projektu europejskiego, lubią podkreślać swoją cnotę w zestawieniu z nieokrzesanymi, bezmyślnymi, pozbawionymi skrupułów i brutalnymi Amerykanami.
Problem w tym, że ci pogardzani Amerykanie od końca II wojny światowej rozłożyli nad Niemcami parasol militarny, bez którego nie byłyby możliwe ani niemiecki sukces gospodarczy, ani państwo opiekuńcze, ani budowa Unii Europejskiej. Świadomość, że ma się bardzo duży dług u kogoś, kogo się uważa za gorszego od siebie, sprawia, że niemiecki antyamerykański resentyment często graniczy z histerią i przekracza wszelkie granice.
Nic dziwnego, że dla patrzącego na świat w prostych kategoriach Trumpa ta gra, w której Niemcy korzystają z amerykańskiego wsparcia, a następnie obrażają swojego sojusznika, jest nie do zaakceptowania. Choć do podjęcia konkretnych decyzji o przeniesieniu wojsk jeszcze daleko, to na tej dziwnej postawie Niemiec może skorzystać Polska.

Bush jest Hitlerem
Środowiska lewicowe (często wspierane przez Sowietów) w czasie zimnej wojny podgrzewały nastroje antyamerykańskie w ramach wielu ruchów pokojowych czy antynuklearnych. Ale prawdziwa erupcja antyamerykanizmu miała miejsce na początku XXI wieku. Gdy Al-Kaida 11 września 2001 roku przeprowadziła zamachy na World Trade Center i Pentagon, w Niemczech pojawiało się wiele głosów, w których więcej było zrozumienia dla terrorystów niż dla ich ofiar.
Niemiecki filozof Peter Sloterdijk trywializował wagę tragedii...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: