Zielony antyPiS

Lider Zielonych, czyli formacji wchodzącej w skład Koalicji Obywatelskiej, udzielił wywiadu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”. Okazało się, że partia, która ma na sztandarach obronę przyrody, nie jest zainteresowana ochroną zieleni w mieście stołecznym Warszawa. Przypadkowo umknęła jej sprawa zabetonowania okolic jeziorka Czerniakowskiego i wielkiej wycinki pod deweloperkę.

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prosta – nie jest bowiem ważne, czy wycinają, ale kto wycina. „Przecież wiemy, kto w tym kraju jest największym szkodnikiem ekologicznym. Jest to Prawo i Sprawiedliwość (…). Oczywiście walka z PiS to jeden z moich głównych celów i tematów zainteresowań” – wypalił w wywiadzie Marek Kossakowski. Niby nic dziwnego. Ot, zwykła hipokryzja, do której czas było już przywyknąć. Ganią pedofilię, a zaraz potem robią sobie słodkie selfiaczki z reżyserem skazanym za taki właśnie czyn. Walczą o prawa kobiet, ale bynajmniej nie z kolegą, który traktuje je jak rzeczy. Można by wymieniać wiele, jednak przykład Kosakowskiego jest bardziej przykry, bo oznacza, że swobodnie można upolitycznić wycinkę drzew. Skoro udało się wtłoczyć do głów wszystkich organizacji ekologicznych, że „to PiS-u trzeba się bać i tę partię zwalczać”, oznacza to, iż polska przyroda jest bezbronna. I ona ostatecznie ucierpi. Greenpeace, Partia Zielonych, WWF i wiele innych organizacji stały się dzisiaj faktycznie częścią opozycji antypisowskiej, która będzie krytykować z założenia wszystko, nawet gdy nie będzie miała racji. Zwalnia to partię rządzącą z robienia czegokolwiek na rzecz przyrody, bo i tak pozostanie to niezauważone, a intencje wypaczone. Aktywiści tego nie zauważą, tak jak nie słyszą pił w miastach, gdzie rządzą koledzy Zielonych. I tak jak nie zauważyli budowy zamku w Puszczy Noteckiej.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: