Dzieciowy świr

Felieton [Myśli nienowe]

Cieszę się, że nasze dzieci wychowywaliśmy jako bardzo młodzi ludzie, w latach 90., gdy dopiero raczkował biznes gier komputerowych, a rodzice nie mieli jeszcze „dzieciowego świra”. Piszę o tym, bo jestem świeżo po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu „Wielkie kłamstewka”, przed którym najpierw dość długo się broniłem, a potem w końcu – za namową żony – obejrzałem go z zapartym tchem. Krótko mówiąc, serial opowiada historię kryminalną, ale w dużej mierze jego smakowitość polega na tym, że pola konfliktów dotyczą zachowań dzieci w szkole oraz matek, które wokół swoich dzieci zaczynają toczyć własną wojnę na słowa (i nie tylko). Istny współczesny „dzieciowy świr”, który coraz częściej obserwuję wokół, w którym „pociechy” stają się centralnym punktem życia rodziny do tego stopnia, że zaczynają dyktować warunki, przekraczając wszelkie granice właściwego zachowania w stosunku do rodziców. A rodzice im na to pozwalają. Do dziecka mówią beznamiętnym tonem tresera
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze