Płasko? Tylko tutaj. Wielka pustka

Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Tak zadziwiającego w swej prostocie. Że oto patrzysz w prawo... I nic! Obracasz głowę w lewo. I nic! Po horyzont. Nicość zadziwiającej pampy.

Myślałem: może Mongolia? Tam też mają równinne stepy pokryte trawą. Jednak mongolskie stepy, powolutku zbliżając się w stronę Ałtaju, stają się mocno pofałdowane. Australia? Tam też płasko. Ale to przede wszystkim piachy i kamienie. Nie! To argentyńska pampa jest niepodrabialna. I powiem Państwu coś jeszcze. Nie wierzyłem, dopóki nie przekonałem się o tym na własne oczy.
– No ale jak to nic nie ma? Zupełnie nic? – upewniałem się tuż po wylądowaniu w Buenos Aires podczas rozmów w ogródku moich argentyńskich przyjaciół kilka dni przed wyjazdem na południe ich ojczyzny.
– Stefano, nic a nic. Jedna wielka równina – tłumaczyła mi kruczowłosa Maru.
– Po horyzont! Niiic! – wtórował jej kolega.
Argentyńskie połacie wielkiej, równinnej pustki ulokowane są wzdłuż atlantyckiego wybrzeża. Gdzieś między 35 a 50 równoleżnikiem szerokości geograficznej południowej. To obszar jakby wzięty z innego świata. Jakby z innego wymiaru. Argentyńska pampa jest krainą bez wysokości. To równiusieńki stół, sam horyzont, ziemia, dla której miejscowe h równa się constans. Fenomen.
Gdy nasz autobus, minąwszy Zatokę San Matian, rozpoczął kołysanie po równinnej pampie, rzeczywiście poczułem się inaczej. Taki widok sprawia wrażenie bezradności. Dla nieznudzonego jeszcze bezkresną równiną oka oglądany widok rzeczywiście odgrywa rolę niezwykłego. W Europie jest wręcz niespotykany. Podobnie jak i chyba na świecie. Równe niczym stół pustkowie porastają jedynie pojedyncze drzewa i kępy krzaków. A poza tym trawa, trawa, trawa. Gdzieniegdzie unosi się dym palonego przez rolników zielska. Na widnokręgu nie znajdziemy niczego, co byłoby w stanie choćby na chwilę skoncentrować uwagę naszych oczu. Tego widoku nie nazwałbym jednak nudą. To raczej kojąca przestrzeń...
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: