Arabski skazany za Smoleńsk. Nadzieja na sprawiedliwość

Dziewięć lat po tragedii smoleńskiej były szef kancelarii premiera Donalda Tuska został skazany. – Ten wyrok jest symboliczny, ale równocześnie jest nadzieją na sprawiedliwość. Teraz czekamy na prawomocne rozstrzygnięcie procesu – mówią przedstawiciele rodzin, które w Smoleńsku straciły swoich bliskich.

Sędzia Hubert Gąsior z Sądu Okręgowego w Warszawie uznał Tomasza Arabskiego za winnego w związku z organizacją lotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku. Były szef kancelarii premiera został skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, urzędniczka kancelarii premiera Monika B. na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok, a pozostali oskarżeni – pracownik kancelarii Mirosława K. oraz dwoje pracowników Ambasady w Moskwie, Justyna G. i Grzegorz C. – zostali uniewinnieni. Wyrok jest nieprawomocny; Tomasz Arabski zapowiedział apelację. „W kontekście materiału dowodowego przyznam, że uważam ten wyrok po prostu za niesprawiedliwy, w pewnym sensie absurdalny. Czekam teraz na uzasadnienie wyroku” – powiedział Arabski w rozmowie telefonicznej z TVN24.
Przedstawiciele rodzin przyznają, że wprawdzie wyrok jest symboliczny, ale daje nadzieję, że za śmierć 96 osób – przedstawicieli polskiej elity – odpowiedzialność poniosą także inni, którzy mieli moc decyzyjną w 2010 roku. – Dla nas było ważne, że proces się toczył i zapadły wyroki skazujące. Wcześniej prokuratura nie chciała się tym zająć i dopiero w 2014 roku wnieśliśmy prywatny akt oskarżenia – przypomina Ewa Kochanowska, wdowa po śp. dr. Januszu Kochanowskim. – Dla nas ten wyrok jest ważny, ponieważ osoby, które podejmowały decyzje w sprawie tragicznego lotu do Smoleńska i po katastrofie, były nagradzane: pan Arabski został ambasadorem, a pan Tusk przewodniczącym Rady Europejskiej – dodaje Ewa Kochanowska.

Walka o sprawiedliwość
Akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi Arabskiemu oraz innym urzędnikom z administracji Donalda Tuska został wniesiony...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: