Falentyzacja prawdy. Biznesmen zmienia narrację

Biznesmen Marek Falenta nagle zmienił front. Po tym, jak polskie służby zdołały go znaleźć w Madrycie i doprowadzić do więzienia, przypomniał sobie, że afera taśmowa nie była wynikiem wojen w PO, ale spiskiem polityków PiS-u.  – Człowiek, który idzie do więzienia, chwyta się metody niezbyt szlachetnej, ale z jego punktu widzenia ostatniej. Próbuje sprawić wrażenie, że może ujawnić taśmy na PiS. Nowa wersja nie jest zbyt przekonująca – mówi nam Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera.

14 czerwca 2014 roku to jeden z najgorętszych dni w polityce w czasie ostatniej dekady. Tygodnik „Wprost” ujawnił wtedy szereg nagrań z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, których negatywnymi bohaterami byli politycy Platformy Obywatelskiej i środowisko biznesowe z nim związane. Sprawa wywołała burzę, a Donald Tusk próbował sugerować, że to próba zamachu stanu. „Konspiracyjny scenariusz związany z nagraniami nie powstał z całą pewnością w Sejmie. (…) Nie wiem, jakim alfabetem jest pisany ten scenariusz. Chcę być tego także gwarantem, że w tej izbie i w rządzie będziemy realizowali wyłącznie polskie scenariusze i otwarte scenariusze” – grzmiał premier Tusk. Na włosku zawisła koalicja, bo PSL zażądał wyjaśnień od szefostwa służb do września i zagroził zerwaniem porozumienia.

PO nic nie ustaliła
Służby państwowe zaczęły działać w chaosie. Symbolem stało się najście na redakcję „Wprost”, gdy funkcjonariusze służb siłowali się z dziennikarzami z redakcji. Pięć lat później nadzorujący służby Bartłomiej Sienkiewicz nie ma wątpliwości, że w zasadzie nic nie udało się ustalić poza tym, że w sprawę zamieszani byli kelnerzy z restauracji – co było oczywiste dla każdego, kto słuchał taśm – i biznesmen Marek Falenta. „Nigdy nie udało się dojść do faktycznych zleceniodawców. (…) Minęły cztery lata i właściwie nie ma dnia, w którym bym się nie zastanawiał, co mógłbym zrobić, żeby do tego nie doszło, gdzie popełniłem błąd. (…)...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: