Dyplomacja Sznepfików

Władysław Bartoszewski ukuł kiedyś określenie „dyplomatołki”. Pojęcie to miało pejoratywnie określać działania administracji Prawa i Sprawiedliwości, które ponoć nie umiało poruszać się w polityce zagranicznej. Ileż ja się nasłuchałem o domniemanych profesjonalistach siedzących w zagranicznych placówkach, których nie ma kim zastąpić, bo hufce PiS-u okazały się być fikcyjne.  Ileż ja się nasłuchałem o tych troglodytach, którzy mają zastąpić doświadczonych fachowców, którzy niczym Atlas, mimo trudności trzymają na swoich barkach stabilność polityki zagranicznej.

Najlepszym z najlepszych, najbardziej fachowym z fachowych miał być Ryszard Sznepf. Miał być tak profesjonalny, że nawet sama Dobra Zmiana wahała się, czy pozbawić go stanowiska. Jak wygląda jego przygotowanie merytoryczne, pokazał wywiad w telewizji TVN24, gdy nasz dyplomata stwierdził, że samolot F-35 jest gorszy od sowieckiego Su-57 i dwa razy droższy. To jedno zdanie pokazało, z jakimi dyletantami mamy do czynienia w polskich placówkach dyplomatycznych. Przez lata otorbiła się tam grupa ludzi, która w zasadzie jest bezwartościowa i jedyne co potrafi, to sprawiać wrażenie niesamowicie ważnych. Niestety, takich Sznepfików może być w polskiej dyplomacji dużo więcej. Ich efektywność można sprawdzić, po prostu dokonując porównania osiągnięć czterech lat działania rządu PiS-u i prezydenta Andrzeja Dudy. Proszę sobie sprawdzić, jak wyglądała wizyta Bronisława Komorowskiego w Białym Domu, a jak ostatnie przyjęcie polskiej pary prezydenckiej przez Donalda Trumpa. Jeżeli ktoś nie zauważa różnicy, to niech jeździ dalej ładą i udaje, że jest ona lepsza od mercedesa. Niestety, w takich przypadkach dziennikarstwo i publicystyka są bezsilne.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: