Dramat w domu biznesmena. Ochroniarz chciał milionów

Piotr S. przez lata był ochroniarzem Adama B., milionera z Zielonej Góry. Pomagał także, gdy biznesmen został sparaliżowany i jeździł na wózku. Tamtej nocy jednak skatował szefa, bo chciał wymusić 3 miliony złotych „darowizny”. Proces trwał długo, ale w końcu zapadł prawomocny wyrok.

Adam B. stworzył swój biznes od podstaw. „Apexim” działał w branży paliwowej. Na zachodniej granicy uruchomił liczne stacje benzynowe, firma się rozrastała, a jej szef został człowiekiem bardzo majętnym. Niektórzy uważali go nawet za najbogatszego mieszkańca Zielonej Góry. Adam B. nie zaprzestał działalności nawet, gdy został sparaliżowany. Wprawdzie nie mógł samodzielnie się poruszać i potrzebował pomocy przy najprostszych czynnościach, ale zachował sprawny umysł, podejmował decyzje, nie zamierzał nikomu oddawać „Apeximu”.

Niestety, w czerwcową noc przed sześcioma latami doszło do tragedii! Zwłoki Adama B. znaleziono w jego domu. Już powierzchowne oględziny wykluczyły możliwość nieszczęśliwego wypadku. Miał liczne obrażenia, zwłaszcza twarzy – został brutalnie pobity. Wprawdzie późniejsza sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci był zawał serca, ale biznesmen na pewno padł ofiarą napaści. Dlatego Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze wszczęła śledztwo, a policja – poszukiwania winnych. Niemal natychmiast głównym podejrzanym stał się Piotr S. Zaufany współpracownik biznesmena, od dawna jego osobisty ochroniarz, dbający nie tylko o bezpieczeństwo szefa, lecz w ostatnim czasie także „opiekun”. Zatrzymano go jeszcze tej samej nocy.

Piotra S. doskonale znali pracownicy „Apeximu”, liczyli się z jego zdaniem, bo wielokrotnie wydawał polecenia w imieniu szefa, ale wszyscy wiedzieli również o jego wybuchowym charakterze. Ochroniarzowi zdarzało się wpadać we wściekłość, a wtedy robił się nieobliczalny.

Szybko odkryto, że w kluczowych godzinach Piotr S. przebywał w domu Adama B. Zresztą on temu nie zaprzeczał. Po długim...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: