Diabelska koalicja

Od kilku kampanii wyborczych w Polsce przyjęła się tradycja tzw. latarnika wyborczego. Wchodząc na odpowiednią stronę internetową, można odpowiedzieć na 24 pytania, aby przypisać swoje poglądy do programu ubiegającej się o głosy partii. Pytania nie są trudne i co ważne, można na nie odpowiedzieć na trzy sposoby: tak, nie, nie mam zdania.

Na koniec wychodzi procent zgodności z odpowiedziami sztabów wyborczych. Gdy skończyłem swoją ankietę, odkryłem, że moje preferencje w żadnym procencie nie pokrywają się z Koalicją Europejską. W pierwszym odruchu się ucieszyłem, że nic nie łączy mnie z Włodzimierzem Cimoszewiczem, Leszkiem Millerem i Ewą Kopacz. Później jednak okazało się, że sztab Koalicji Europejskiej w ogóle nie wziął udziału w zabawie, uznając, że ankieta nie daje możliwości wypowiedzenia się jednoznacznie. Marcin Kierwiński wystosował nawet pismo. „Podchodząc odpowiedzialnie i starannie do postawionych w ankiecie pytań, uważamy, że w wielu wypadkach zaproponowana przez Państwa formuła odpowiedzi wymagałaby znaczących uogólnień, nie uwzględniając często szerokiego kontekstu poruszanych zagadnień” – napisał polityk PO. Okazuje się więc, że politycy Koalicji Europejskiej nie są w stanie nawet odpowiedzieć na pytanie o to, czy Unia Europejska powinna podjąć zdecydowane działania w celu zablokowania budowy gazociągu Nord Stream 2. Tak więc niezależnie od tego, ile byśmy gadali i jaką ideologię tworzyli, to formuła KE po prostu jest niepoważnym traktowaniem wyborców. Politycy ci nie zgadzają się bowiem ze sobą w niczym poza diagnozą, że to PiS stoi im na drodze do koryta. Stara zasada biblijna mówi natomiast: „Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”. Brak poglądów, brak wizji, brak strategii opozycji sprawiają, że finalnie Polska jest słabsza. A zły ze wschodu zaciera ręce.


 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: