Co jest atakiem na Kościół?

Nie, nie oglądałem jeszcze filmu Tomasza Sekielskiego. Nie mam pojęcia, jaka jest treść tego obrazu, ale z informacji, jakie docierają, wynika, że przedstawiane historie są prawdziwe i że trzeba się będzie z nimi zmierzyć. Historie księdza Eugeniusza czy księdza Franciszka nie mogą i nie powinny być zbyte wzruszeniem ramion, nie wystarczy oznajmić z oburzeniem, że to kolejny atak na Kościół.

Trzeba uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy ktoś ich chronił, a jeśli tak, to kto i dlaczego, kto personalnie odpowiada za to, że nie ponieśli oni konsekwencji za swoje czyny, a nawet czy ich historie są wyjątkiem od reguły, czy przykrą prawidłowością. Ta odpowiedź należy się nie tyle mediom, ile wiernym, którzy powierzają Kościołowi swoje dzieci. Jako ojciec piątki chcę wiedzieć, czy ludzie, którzy bronili przestępców seksualnych, nadal pełnią swoje funkcje, czy mogą nadal decydować o tym, kto będzie pracował z dziećmi, a kto nie, czy rozliczyli się ze swoich decyzji. I nie przekonuje mnie argument, że film został zrobiony przez osobę nieobiektywną, bo nawet jeśli jest to prawda (a w pewnym stopniu zapewne jest), to istotne jest co innego: czy historie opowiedziane w filmie są czy nie są prawdziwe. Jeśli są, to trzeba się z nich rozliczyć, bowiem prawdziwymi wrogami Kościoła nie są ci, którzy robią film o takich sprawach, ale ci, którzy robili, a czasem robią takie rzeczy, a także ci, którzy z zasady solidarności zawodowej, a czasem z powodu powiązań o charakterze gejowskim, chronią sprawców dość obrzydliwych przestępstw (podkreślam – wcale nie tylko o charakterze homoseksualnym). Zamiast więc grzmieć na paskudnych, nieobiektywnych dziennikarzy, warto zająć się czyszczeniem i wyjaśnianiem. Tylko w ten sposób da się ratować dobre imię Kościoła.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: