Czas odpocząć. Kuracja dla duszy

Malowniczo poprowadzone murki, nieszablonowe kolumny i stylizowane na zrujnowane zameczki. Na niespełna 15 hektarach udało się utworzyć całkiem romantyczną szkatułkę naturalnego pejzażu. Taką w sam raz, by zainspirować do napisania wiersza. I tylko romantycznych poetów brak...

– Dzień dobry! Wcześnie pan przyjechał! – uśmiechnięty od ucha do ucha ochroniarz otwiera mi bramę wejściową do parku.
– A bo wie pan… Chciałem być pierwszy, by pospacerować w samotności – usprawiedliwiam chyba bardziej sam siebie, rewanżując się uśmiechem sympatycznemu panu.
– No, to będzie pan miał fantastyczne warunki. Oprócz mnie nikogo tu nie ma – kontynuuje ochroniarz.
– A komu mam zapłacić za wstęp? – pytam, wskazując na drewniany szałasik, nad którym widnieje napis „KASA”.
– Szanowny panie. Dziś poniedziałek, a zatem za darmo. Zapraszam do środka.
Pan znika mi za kolejnymi drzewami, a ja faktycznie zostaję sam. Przede mną malownicze oczko wodne, porośnięte z obu stron bujnymi szuwarami i wielkimi zielonymi liśćmi. Nade mną niebieskie niebo. Tak po prawdzie to, dostrajając się do atmosfery parku, powinienem powiedzieć raczej za Juliuszem Słowackim:

Niebo – jak złotych aniołów gmin,
Wieczność – jak złotych tysiące dni.
Niebo – jak w kwiatkach błękitny...

Słowackiego wprawdzie w Arkadii nigdy nie było, ale śmiem twierdzić, że z jego wrażliwą duszą odnalazłby się tutaj bez trudu. Park jest schowany w cieniu zieleni drzew, z niewielkim zalewem i szepczącą rzeczką Skierniewką współtworzy nastrój do kontemplacji. Owszem, oglądane ruiny są jedynie inscenizacją, ale świetnie nawiązującą do starożytności. Oryginalne kompozycje ułożone zgodnie z założeniami typowymi dla ogrodu angielskiego, czyli właśnie takiego, jak Arkadia. Świątynia Diany, Dom Murgrabiego, Łuk Grecki, Przybytek Arcykapłana... Już same nazwy zabytków, które mijamy spacerując po alejkach parku, pomagają zapaść w romantyczny sen na...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: