Zanim ruszy inwazja

Zamach, do jakiego doszło w Wielkanoc na Sri Lance, jest dowodem na to, że przetrącenie kręgosłupa Państwu Islamskiemu w Syrii i Iraku nie oznacza końca wojny z tą organizacją. Pokonana ona została tylko w swym wymiarze parapaństwowym. Z punktu widzenia Europy kluczowy problem związany jest z powrotami tzw. foreign fighters.

Państwo Islamskie (IS) funkcjonowało od początku na trzech równoległych płaszczyznach: parapaństwowo-militarnej, ideologicznej i terrorystycznej. Kluczowe znaczenie ma ten drugi aspekt, gdyż ideologia IS jest swego rodzaju duszą tej organizacji, bez której nie mogłaby ona funkcjonować na pozostałych płaszczyznach. To ta ideologia skłaniała ochotników z całego świata do wyjazdów na tereny opanowane przez samozwańczy kalifat, by go budować, bronić, mordować w jego imię i samemu za niego ginąć. To również ta ideologia motywuje terrorystów gotowych do zabijania innych, wysadzania się w tłumie lub rozjeżdżania go ciężarówkami.

Świat harmonii, świat niewiernych
Jednak sam wymiar ideologiczny nie miałby sensu bez aktywności na dwóch pozostałych poziomach. Są one przecież przejawem witalności IS. Nie było tam bowiem nigdy miejsca na jakąś działalność misyjną, ale celem był (i jest) klasyczny podbój świata, narzucenie konkretnej wersji islamu (a nie islamu w ogóle) i zmuszenie innych do podporządkowania się jej za pomocą terroru. Budowa parapaństwowej struktury, tj. proklamacja kalifatu na terenach opanowanych w wyniku działań militarnych (w zasadzie klasycznych), była ucieleśnieniem marzeń milionów muzułmanów. Kalif to nie po prostu muzułmański władca, lecz następca proroka Mahometa na ziemi, przywódca całego muzułmańskiego narodu (ummy). Ponieważ umma jest jedna, więc i kalif może być tylko jeden, choć w historii islamu różnie z tym bywało. W ideologii IS restauracja kalifatu miała jednak prowadzić, przynajmniej teoretycznie, do odnowienia jedności ummy i zapewnienia jej ekspansji. Świat...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: