200 lat Moniuszki

Piątego maja mamy piękną rocznicę – dwieście lat mija od urodzin Stanisława Moniuszki. Świat polskiej opery, z Teatrem Wielkim na czele, świętuje to wydarzenie od wielu miesięcy. Trzeba pamiętać, że Moniuszko, który muzycznie sięgał poziomem najwybitniejszych, i naprawdę bez kompleksów możemy go porównywać z Rossinimi czy Verdim – był dla nas, Polaków, kimś więcej niż wielkim muzykiem, twórcą oper, pieśni, kantat czy operetek. Stał się – jak Mickiewicz, Słowacki, czy Krasiński – artystą, duchowym przewodnikiem narodu.

Premiery „Halki” czy „Strasznego Dworu” stawały się dla ludzi wydarzeniami ze sfery manifestu uczuć patriotycznych. Kiedy „Straszny Dwór” pokazano po raz pierwszy w 1865 roku, carska cenzura szybko podjęła interwencję – tytuł zdjęto z afisza po trzech przedstawieniach. Nie bez przyczyny – opera ta niosła ze sobą piękną opowieść o polskości, tradycji, odwadze, o wszystkich tych wartościach, na których od wieków budowała się nasza wspólnota. Arie z oper Moniuszki znał i zna prawie każdy Polak – któż nie potrafi zanucić pod nosem „Ten zegar stary niby świat, kuranty ciął jak z nut” albo choćby cudownej arii Jontka z „Halki”? Jubileusz moniuszkowski ma jeszcze ten dodatkowy walor, że odkrywamy Moniuszkę na nowo. Ot, jeśli chodzi na przykład o „Widma”, czyli muzyczne wariacje na temat tekstów Mickiewicza z II części „Dziadów”, wystawiane w tym roku na deskach opery wrocławskiej. Wielkim powodzeniem cieszyła się także włoska wersja „Halki” (tłumaczenie było aprobowane jeszcze przez samego autora), która uświetniała rozpoczęcie roku moniuszkowskiego w Operze Narodowej. Ileż tam można było odkryć nowych muzycznych „smaczków”, których nie usłyszało się w wersji znanej nam wszystkim, czyli polskiej! I jak bardzo okazało się to dzieło uniwersalne! Cieszmy się, drodzy Państwo, celebrujmy ten rok i to moniuszkowskie święto. I zadbajmy, by Moniuszko był tam, gdzie należne mu miejsce – w prawdziwym artystycznym panteonie polskim.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: