Upadek idola

Wariat z siekierą

W pierwszej połowie 1990 r. doszło do konfliktu na górze – Wałęsa odebrał „Gazecie Wyborczej” prawo do ozdabiania pierwszej strony logo „Solidarności”, uznając, że gazeta nie reprezentuje już jej ideałów. Rozpętała się wojna. Obecni przyjaciele Wałęsy – propagandowi publicyści „Gazety Wyborczej” – zaczęli atakować lidera związku w sposób bardzo dobrze znany z późniejszych działań wobec: prawicy, Porozumienia Centrum, braci Kaczyńskich czy Prawa i Sprawiedliwości. W stosunku do Wałęsy szermowano hasłami, z których „wariat z siekierą” (aluzja do wypowiedzi Wałęsy, że siekierą rozwali panujący w Polsce układ) było stosunkowo najłagodniejsze. Zarzucano mu brak wykształcenia i prostactwo. Gdy ogłoszono rok 1990 czasem pierwszych od sprzed wojny wyborów prezydenckich, stało się jasne, że będzie to wojna między „układem” i Wałęsą.

W 1990 r. byłem studentem Uniwersytetu Warszawskiego. Środowisko uniwersyteckie żyło „wojną na górze” między Tadeuszem Mazowieckim a Lechem Wałęsą. Byłem, podobnie jak wielu kolegów, całym sercem za „Lechem”, który zdawał się być ucieleśnieniem marzeń o sprawiedliwym przywódcy, dobrze znającym zagrożenie komunistyczne i problemy wszystkich Polaków. Byłem wtedy bardzo młody, ale z tamtego okresu pamiętam przeświadczenie graniczące z pewnością, że gdyby wówczas, jesienią 1990 r., chciał wyprowadzić naród na ulicę, na wojnę z układem (który notabene sam współtworzył), byłem gotów iść na śmierć. Podobnie myślało wielu innych. Na uniwersytecie podczas przedwyborczych spotkań dochodziło zresztą do wielu pyskówek i spięć miedzy środowiskami popierającymi różne strony. Jednak atmosfera w odróżnieniu od tego, o czym pisała „Gazeta Wyborcza”, była daleka od obecnej nienawiści.

Niepodległościowcy kontra kasa

Po triumfie Wałęsy, który pokonał Mazowieckiego (poniósł on dodatkową klęskę, przegrywając też z outsiderem z Peru – Stanem Tymińskim), czułem dumę, że...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: