Wróżenie z kamizelek i ludzików

Żółte kamizelki i zielone ludziki zalewają Europę. Po najazdach Germanów, Hunów i Mongołów wydaje się to najbardziej znamiennym przejawem kryzysu ogólnoświatowego. Wprawdzie Europa nie jest już centrum świata, ten wyraźnie przeniósł się do Ameryki Północnej, Pekinu i Tokio, a wkrótce może znaleźć się w Indiach czy Afryce.

Nie zmienia to faktu, że większość problemów naszego globu zaczyna się w Europie i skończy, gdy kolejny wujek Sam wjedzie tu i zrobi porządek. Jak na razie na naszych oczach zaczyna dusić się państwo Putina, które najprawdopodobniej okaże się jednopokoleniowym przebłyskiem resztek rosyjskiego imperializmu. Z zachodnią Europą jest jeszcze gorzej. Ta od setek lat nie zaznała prawdziwej nędzy. Nikt nie wierzy, że taka bryndza może jeszcze przyjść. A przyjdzie. Oczywiście nie będzie to w roku 2019, lecz pewnie za dziesięć czy dwadzieścia lat biedni imigranci z Francji, ewentualnie kalifatu francuskiego, przyjadą dorabiać w Polsce, a konflikty między niemieckimi a francuskimi pracownikami na polskich budowach będą spędzać sen z powiek wielu inwestorom z Chin i Ukrainy. Do Polski będą uciekać i z Zachodu, i ze Wschodu. My zmienimy swoją politykę imigracyjną, przyjmując miliony pracowników z Europy. Umiarkowani muzułmanie raczej z Europy zaczną uciekać, bo nie dadzą rady żyć w państwach terroryzowanych przez bardziej radykalnych współbraci.

Już w zeszłym numerze sugerowałem, że można zamienić strefę euro na strefę złotówki. Po ostatnich decyzjach Komisji Europejskiej wobec Francji, która pozwoliła tej upadającej republice zadłużać się po uszy, ta propozycja już nie jest intelektualną prowokacją. Jest faktem, że ze złotówką długo nie będzie mogła równać się żadna waluta europejska.

Czy Polskę czeka więc wyłącznie świetlna przyszłość? Absolutnie wszystko zależy od nas. Jeżeli pozwolimy, żeby najbliższe wybory wygrali złodzieje, zdrajcy i ćwierćinteligenci nazywani elitą, to szybko wrócimy do standardów...
[pozostało do przeczytania 18% tekstu]
Dostęp do artykułów: