Rady przyjaciela

Politykom PiS-u trudno coś poradzić, bo często takie sugestie odbierają jako załatwianie swoich spraw albo rodzaj walki frakcyjnej. Co gorsza, mają podstawy, żeby tak sądzić, bo wielu „doradzających” właśnie próbuje coś dla siebie załatwić. Niemniej PiS znalazł się dzisiaj w momencie, w którym może jeszcze wszystko wygrać albo wszystko przegrać. Pozwolę sobie zatem udzielić kilku rad, byśmy potem – ktoś lub ja – nie zarzucili sobie grzechu zaniechania.

Wybory samorządowe pokazały, że PiS jest bardzo silny na prowincji, ale nie potrafi zdobyć większości w dużych i średnich miastach. W tych wyborach wystąpiło, mimo sukcesu, jedno zjawisko negatywne: słaba mobilizacja. Jednocześnie mocno aktywizowały się niektóre ośrodki związane z opozycją. To oznacza, że PiS ma ciągle dobre zaplecze, ale bez wyciagnięcia wniosków z ostatnich wydarzeń ono nie wystarczy.

Najpierw przyjrzyjmy się, z czego składa się PiS-owskie zaplecze. Najtrwalszy elektorat stanowi 10–15 proc. wszystkich głosujących. To ludzie nastawieni tradycyjnie i silnie patriotycznie, w większości wierzący, ale nie ortodoksi. Dla nich sprawa niepodległości Polski jest kluczowa. Dla nich szefem formacji jest Jarosław Kaczyński, a ważnym liderem Antoni Macierewicz. To widać na spotkaniach czy w reakcjach czytelników. Oczywiście właśnie ci politycy są najbardziej zwalczani przez druga stronę, stąd duży odsetek wrogów. Niemal drugie tyle elektoratu stanowią ludzie ubodzy, którym PiS przyniósł poprawę warunków życia i szasnę na rozwój. O ile ta pierwsza grupa wyborców jest niemal równo rozłożona we wsiach i miastach, mieszka bardziej na południu i wschodzie niż północy i zachodzie, to ta druga stanowi klasyczny elektorat prowincji. Dla elektoratu patriotycznego ważne jest utrzymanie pryncypiów ideowych, dla tych drugich – choć tamte sprawy nie są nieistotne – kluczem są program 500 plus czy likwidacja bezrobocia. PO jest w tej sprawie kompletnie niewiarygodna i raczej łatwo...
[pozostało do przeczytania 45% tekstu]
Dostęp do artykułów: