Odwagi!

W sobotę premier Morawiecki zaprosił do dyskusji podsumowującej trzy lata rządów Prawa i Sprawidliwości. Jako główne cele wskazał: rozwój gospodarczy, zwiększenie poczucia bezpieczeństwa i poczucie stabilności rodaków. Pojawiły się też konkrety, m.in. rozwój technologii i innowacyjność. Doceniając to, co już zrobiono, zastanawiam się, co odróżnia wskazane cele od tego, o czym mówili poprzednicy?

Rozwój, bezpieczeństwo, stabilność, nowe technologie... Czy to porywające, uskrzydlające idee, miara ambicji „dumnego narodu” (jak mówił premier)? Czy to pułap aspiracji kraju z naszym potencjałem ludzkim, kulturowym, terytorialnym, przyrodniczym w tym miejscu świata i w tym czasie? Świat, który znamy, odchodzi. Rok 2016 pokazał, że nie ma nic stałego w przyrodzie. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE, wybór Donalda Trumpa i reorientacja wektorów globalnej polityki zmieniły wszystko. Polska klasa polityczna jakby tego nie widzi. Nauczeni są, że rozwój i bezpieczeństwo to wdrażanie rozwiązań wymyślonych za naszą zachodnią granicą według reguł Komisji Europejskiej. Owszem, taka polityka przyniosła pozytywne efekty, ale dziś już nie działa. W czasie globalnych turbulencji, które zmieniają nie tylko ład polityczny, ale też wpływają na cywilizację i kulturę, mówienie o technologiach, innowacyjności i bezpieczeństwie społecznym nie wystarczy. Polacy są zdolnym narodem, sporo potrafimy, a stać nas na wiele więcej. Dziś potrzebne są uskrzydlające idee cywilizacyjne i kulturowe. Konieczne wyzwania, które mają silny potencjał mobilizacyjny. Takim cywilizacyjnym wyzwaniem może być Centralny Port Komunikacyjny. Premier, owszem wspomniał o tym ambitnym zadaniu, ale w świat poszedł przekaz z dowcipem o Trzaskowskim. A szkoda, bo budowa CPK w tym miejscu globu to poważna sprawa. Śmiały projekt, adekwatny do wyzwań, które niesie współczesny świat. Gorzej jest z odpowiedzią na wyzwania kulturowe. W sprawie fundamentalnych wartości władza abdykowała. Nie zapewniono...
[pozostało do przeczytania 15% tekstu]
Dostęp do artykułów: