Baśń polska o pałacu. O budynku, którego nie ma

Dawno, dawno temu, gdy Warszawa była stolicą potężnego państwa, ale już nad jej głową zbierały się czarne chmury, zbudowano pałac. Miał różne losy, ktoś go odkupił, ktoś rozbudował, mieszkali w nim królowie i żołnierze, w ogrodzie bawiły się dzieci, a w pobliskim teatrze wystawiano sztuki. Oto jednak nadszedł czas mroku i całe królestwo zostało skradzione przez trzy groźne sąsiednie cesarstwa. Pałac trafił w ręce wroga. A gdy kraj odzyskał Niepodległość – wspaniały budynek służył pięknym celom. Ale nadeszła kolejna wojna i pod jej koniec postanowiono go zniszczyć. Za karę. Zostało po nim kilka kolumn, miejsce symbolicznego grobu nieznanych żołnierzy. Aż nadszedł dzień, gdy w tym pięknym państwie postanowiono pałac odbudować. By był świadectwem dla następnych pokoleń, iż państwo to, po wiekach trudnych dziejów, znowu stało się niepodległe.


Podobnie, w bajkowym stylu, historię Pałacu Saskiego zaczęła Karolina Beylin w „Opowieściach Warszawskich”: „Na terenie Warszawy, na zachód od Krakowskiego Przedmieścia, pierwszy tłumacz »Cyda« na język polski, znany »rymopis« Andrzej Morsztyn, posiadał wraz ze swym bratem Tobiaszem, wielkim łowczym koronnym, pałac. Jak i inne wielkopańskie siedziby, pałac otoczony był pięknym, młodym parkiem, ukrytym za wysokim murem, odgradzającym go od ulicy. Gmach był jeszcze siedemnastowieczny, wzniesiony w roku 1657 przez Tylmana z Gammeren”.

Za króla Sasa
Pałac nabył w roku 1713 król August II od Ludwiki z Morsztynów Bielińskiej, by zrealizować swój plan urbanistyczny – stworzenie tzw. osi saskiej. Skupował więc place i pałace m.in. Lanckorońskich, Leszczyńskich, Lubomirskich i Małachowskich. A potem wszystkie budynki zburzył, pozostawiając dla siebie jedynie siedzibę Morsztyna, którą znowuż rozbudowano. „Urządzono ogromy dziedziniec – pisze Beylin – sięgający Krakowskiego Przedmieścia, a na miejsce zburzonych sąsiednich pałaców i otaczających je ogrodów założono na...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: