Rzeczpospolita wesoła i biesiadna

Dodano: 13/11/2018 - Nr 46 z 14 listopada 2018

Felieton [Wróg ludu]

Pewien rumuński książę napisał dawno temu książkę o związkach naszej kultury, czyli Europy chrześcijańskiej, z winem. Jesteśmy bardziej otwarci czy tolerancyjni, bo pod wpływem tego boskiego napoju potrafimy ze sobą rozmawiać i wybaczać drobne słabości. Polska kultura idealnie połączyła słowiańskie pląsy i rzymskie uczty. Miejsca wielkich politycznych porozumień to też miejsca politycznych biesiad, czasem przypieczętowanych ożenkiem. Bo tam, gdzie inni dochodzili imperialności podbojem i niewolą, my podbijaliśmy suto zastawionym stołem i alkową. I nie jest też przypadkiem, że szlachta szła bić wroga po weselach i innych wielkich ucztach. Takie uroczystości dodawały animuszu i fantazji. Zmora Polski XIX-wiecznej, czyli alkoholizm, nie wiązała się z radosnym piciem wina, lecz ze smutnym zaprawianiem się tanią wódką, w czym celowano w zaborze rosyjskim. Chłopi czasem nie trzeźwieli, przepuszczając całe majątki. To było narodowe nieszczęście, a zaborcy tylko zacierali
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze