Kto zakończy „Donek show”?

Donald Tusk jest pokryty teflonem, który zapewniają mu nie tylko media przychylne b. premierowi. Ten teflon sprawia, że wszelka krytyka i zarzuty spływają po nim jak woda po kaczce. Ale winna jest temu także niemoc tych, którzy przekonywali, że „koniec ery Tuska” jest bliski.

„Donek show” – tak można skwitować przesłuchanie Donalda Tuska przed sejmową komisją śledczą ds. wyjaśnienia afery Amber Gold. Furda tam, co tak naprawdę z niego zostanie. Wszak zwolennicy byłego premiera i tak nie uwierzą, że obecny szef Rady Europejskiej jest w jakiś sposób odpowiedzialny za to, co stało się w sprawie piramidy finansowej sprzed sześciu lat.

Donek sprowadza do swojego poziomu
To miał być nokaut, zwieńczenie prac sejmowej komisji ds. wyjaśnienia afery Amber Gold. Kluczowe przesłuchanie, zapowiadane i przekładane od miesięcy. Donald Tusk miał pierwotnie stawić się przed komisją jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, jednak przewodnicząca Małgorzata Wassermann tłumaczyła, że nie chce, by wpisywało się ono w kampanię. Czy wyszło to na dobre, że ostatecznie Tusk pojawił się w Warszawie kilkanaście godzin po tym, jak okazało się, że to nie Wassermann, lecz Jacek Majchrowski zostanie prezydentem Krakowa? Niekoniecznie. Zarówno przewodnicząca komisji, jak i jej pozostali członkowie nie sprostali zadaniu, którym było uzyskanie konkretów od Tuska. Członkowie komisji zachowywali się momentami tak, jakby o tym, że na przesłuchaniu stanie kluczowy świadek, dowiedzieli się chwilę przed tym, jak otoczony kordonem ochroniarzy i wianuszkiem rozanielonych dziennikarek i przejętych dziennikarzy Tusk wszedł do budynku komisji. Jakby nie wiedzieli, że wykorzysta on każdą okazję do złośliwości i brylowania przed kamerami, a „usłużne media” skrzętnie wykorzystają to, komentując np.: „Mistrz i Małgorzata” (Wassermann). Bo cokolwiek Tusk by powiedział i cokolwiek by zrobił, media przychylne opozycji natychmiast uznają to za „genialne” i...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: