Szarańcza idzie na wojnę domową

Porównanie przeciwników politycznych do robactwa, którego należy się pozbyć, bo jest niczym „wrzód na zdrowym ciele społeczeństwa”, pokazuje, że obozowi totalnej opozycji pozostało już tylko mobilizowanie najtwardszego elektoratu.

Piszę ten tekst w czasie ciszy wyborczej. Ten relikt czasów minionych pozwala odetchnąć od kolejnych komunikatów, przekazów, spotów, wypowiedzi i hejtu. Nienawiści serwowanej przez anonimowych trolli i liderów politycznych. Nie mam jednak wątpliwości, że to chwilowy oddech. Niezależnie od wyniku wyborów będzie jeszcze gorzej.
„Musimy wygrać te wybory i zmobilizować wszystkie pozytywne siły i strząsnąć ze zdrowego drzewa naszego państwa pisowską szarańczę” – mówił Grzegorz Schetyna podczas konwencji regionalnej Koalicji Obywatelskiej w Poznaniu. Były to słowa skandaliczne, zaskakujące nawet zwolenników lidera PO. „Słów Schetyny nie da się obronić. Porównywanie przeciwnika politycznego do szkodliwej plagi czy robactwa to element mowy nienawiści i brutalizacji polityki. Schetyna powinien za te słowa jak najszybciej przeprosić. I to nie tylko tych, »którzy poczuli się urażeni«, ale wszystkich” – pisał w „Gazecie Wyborczej” Wojciech Czuchnowski.

Sam rzucał „ścierwem”
Nie ma co się zastanawiać, czy zaskoczenie Czuchnowskiego było szczere, może i jemu zwyczajnie opadły ręce. Biorąc jednak pod uwagę, że sam nie stroni od chamstwa, można mieć wątpliwości. W tym samym czasie gdy Schetyna opowiadał o „pisowskiej szarańczy”, Czuchnowski powielał w serwisie Twitter wpis, w którym publicystkę Magdalenę Ogórek określono mało eleganckim mianem „ścierwa”. Nie przeszkadzało mu to chwilę później umoralniać Schetyny, pisząc, że ten: „Musi bardziej panować nad językiem. Inaczej schodzi do poziomu hejtu, w którym specjalizują się PiS i jego zwolennicy”. Być może „Gazeta Wyborcza” przestraszyła się, że Schetyna może zrazić do siebie bardziej wysublimowanych zwolenników „totalnej”, bo obok bury...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: